Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akcja. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 sierpnia 2016

Darksiders

        Muszę przyznać, że gry w których dużo się dzieje, są jednymi z moich najulubieńszych, a w szczególności action RPG i czyste slashery. Niestety, jak w erpegach jeszcze świetnie sobie radzę, tak w przypadku tego drugiego gatunku jestem... kompletnie kiepska xD Tytuły te bowiem robione są z myślą o konsolach i wytłukiwanie hord potworów klawiaturą i myszką zamiast padem jest lekko uciążliwe, aczkolwiek nie niemożliwe. Wszystkiego przecież można się nauczyć, a nie miałam zbyt wielu okazji, by podnieść swoje umiejętności w tymże gatunku. Nienawidzę padów, nie wstydzę się do tego przyznać, ale pomimo sporej uciążliwości zestawu komputerowego, w Darksiders grało mi się wyśmienicie. Żadnych problemów z kamerą, celowaniem, walką, elementami zręcznościowymi. Czysta przyjemność i brudna robota w jednym, czyli esencja naprawdę dobrego slasha ^^

PLUSY:
  1. Oprawa audiowizualna - kreuje naprawdę niepowtarzalny klimat postapokaliptycznego świata połączonego z fantastyką. Od strony graficznej uraczymy wręcz komiksowe wykonanie nadające lekkości i cieszące oko, muzyka jednak jest poważniejsza, ale nie brak jej życia i bojowego wydźwięku. 
  2. Główny bohater - Wojna, jeden z jeźdźców Apokalipsy św. Jana jest głównym protagonistą, zdradzonym i pozbawionym swej potęgi. Całkiem ciekawie było się wcielić w personifikację wojny, szczególnie, że posiadał od spory arsenał zabójczego oręża i morderczych umiejętności, które z przyjemnością się wykorzystywało. Ponadto wcielenie Wojny jest ogromnym plusem, przypomina mi Arthasa z serii Warcraft :D
  3. Fabuła - Apokalipsę św. Jana można spotkać niemal wszędzie, ale gra, w której wcielilibyśmy się w jednego z Jeźdźców? I do tego wyzbyta banału niezniszczalnego herosa i niszczyciela? Oj tak, akcja Darksiders zasługuje na uznanie, bowiem posiada całkiem oryginalną linię fabularną, a nasz protegowany zaczyna niemal od przysłowiowego zera, słabszy nawet od demonów niskiego rzędu. Do czasu. A z czasem to i twórcy zrobili nadzieje na dalsze części z kolejnymi bohaterami, co niestety nie wypaliło (zbankrutowali, a to ciekawe) i powstała tylko część dotycząca Śmierci. w sumie i tak dobrze ^^
  4. Akcja - szybkie, dynamiczne walki, starcia z niejednokrotnie ogromnymi przeciwnikami i bossami, szybkie zrywy, uniki, różnorodność ataków wyprowadzanych każdym rodzajem broni... czego chcieć więcej? Więcej przeciwników! :D
  5. Wciąga! - bywało, że nie mogłam się oderwać i ilekroć mówiłam sobie, że to ostatnia już lokacja, to prowadzona niewidzialną siłą zapominałam o tym i z nieskrywaną radością ubijałam wysłanników piekieł czy niebios.
  6. Kreacja NPC - naprawdę rewelacyjnie oddano w grze bohaterów niezależnych. Demony z ich groteskowymi, zwierzęcymi i rogatymi kształtami (Samael <3), nieumarłych tak diabelskich, jak tylko się da, czy aniołowie z ich majestatycznymi, stalowymi skrzydłami (Uriel i Azrael). A do tego jeden z najsympatyczniejszych szubrawców, jakich możemy spotkać w grach - Vulgrim! No cały Lisz z Warcraft III xD
  7. Ekwipunek i zdolności - olbrzymi miecz dwuręczny, kosa żniwiarza czy jak kto woli, wstrząsająca rękawica, są trzema podstawowymi broniami Wojny. Do tego doliczmy bojowe wspomagacze jak Łańcuch Otchłani, Chronomanta, Władca Pustki, Gwiazda... no i nie zapominajmy o umiejętnościach aktywnych i pasywnych, które z naszej postaci zrobią niepokonanego wojownika. Jest w czym wybierać, a to dobrze :)
  8. Dubbing - oryginalne, angielskie głosy są po prostu rewelacyjne, nadają postaciom życie i brzmią pełnią emocji.
  9. Pożoga - wierny wierzchowiec Wojny, na którym możemy przemierzać bezkresy zgładzonego świata. Ogromnym plusem jest możliwość walki z grzbietu Pożogi, tym bardziej, że miecz staje się wtedy znacznie potężniejszym orężem.
  10. Wężowe Tunele - czyli ekspresowe ścieżki Vulgrima, dzięki którym dostaniemy się z jednej lokacji do drugiej bez zbędnego i długiego przemierzania ich na powierzchni ;)
  11. Zagadki - slashery to nie tylko bezmyślne masowe wybijacze przeciwników, ale też cała masa łamigłówek logicznych i zręcznościowych. Aż mi się słabo robi na myśl, że jeszcze kiedyś będę musiała powtórzyć Czarny Tron xD
MINUSY:
  1.  Znacznik życia wrogów - bardzo by się przydał, bo w przypadku większego rozmiarowo dziadostwa nigdy nie wiem, ile jeszcze mam go tłuc xD
  2. Optymalizacja - na lądzie i w powietrzu gra śmiga bardzo ładnie, gorzej ma się kwestia wody, a raczej nurkowania. Postać jakby przeskakuje, ścina się pod wodą. Nie jest to generalnie wielki problem, ale mimo wszystko uprzykrzało trochę zabawę.
  3. Filmiki przerywnikowe - grafika w grze nie jest zła, więc dlaczego filmiki są tak tragicznej jakości? Piksel na pikselu pikselami popychany po prostu :<

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Dead Island

        Produkcje dotyczące zombie zawsze traktowałam bardzo na dystans, byłam wręcz zniechęcona, kiedy przyszło mi grać w tytuły polegające na wytłukiwaniu hord w dziwny sposób zainfekowanych, skażonych czy zmutowanych niegdysiejszych ludzi. Pewnie w przypadku Dead Island byłoby podobnie, gdyby nie elementy survivalu, które po prostu obudziły we mnie nowe nadzieje. Dzięki temu właśnie ta gra jawi mi się jako dość odświeżający gatunek komputerowej rozrywki, tym bardziej, że z jako takim survivalem nie miałam jeszcze do czynienia, choć bacznie mu się przyglądałam. Co do samej produkcji to fabuła jest dosyć przygnębiająca i momentami irytuje bohaterami (a raczej jedną NPC), ale na tyle prawdziwa, na ile pozwala jej fikcja naukowa, do tego potrafi przytrzymać gracza na dłużej przy monitorze. No i ma Polskie korzenie, o czym wielu zapomina ;)

PLUSY:
  1. Przetrwanie - to, że chwycisz łopatę w łapę i rzucisz się z bitewnym okrzykiem na wrogów absolutnie nie gwarantuje Ci przejścia gry. Ale jest pewne, że z takim podejściem nie przetrwasz choćby pięciu sekund starcia z trzema zombie. A tych jest więcej, niż możesz sobie wyobrazić. I są dosłownie wszędzie. Wiele aspektów gry działa na niekorzyść gracza, ale wystarczy trochę cierpliwości, skupienia i taktyki, aby utorować sobie drogę do ucieczki z wyspy zarażonych. Nasza postać męczy się podczas walki czy używania sprintu, broń nie jest wieczna i zmuszeni jesteśmy ją naprawiać, do tego zdolność rozpoznawania odgłosów i śladów zdecydowanie pozwoli na szybsze i skuteczniejsze reagowanie. Możemy też ulepszyć zdobywane bronie, dodając do nich obrażenia od ognia, elektryczności, trucizn itp. Gdyby nie ten znaczący survival, Dead Island byłoby tylko kolejną nudną produkcją o sztampowych już zombiakach. 
  2. Fabuła - żadna rewelacja, ot dziwaczny wirus atakuje ludzi, tworząc z nich oszalałą tłuszczę pożerających się wzajemnie zombie. Oczywiście nie może zabraknąć protagonistów, ludzi odpornych na wirusa, zwanych ocalałymi (nie zapominajmy o tej gorszej ludzkiej stronie - bandytach i szabrownikach), w tym czterech grywalnych bohaterów o indywidualnych umiejętnościach do wyboru. Jakby to standardowo nie brzmiało, ja uwielbiam choćby szczątkowe smaczki science-fiction :3
  3. Świat gry - bardzo brutalna ironia: piękna, rajska wyspa rodem z najbardziej luksusowych ofert podróży staje się nosicielką i więzieniem tysięcy skażonych istot, a także garstki tych, którym udało się pozostać przy zdrowiu i zmysłach. Gra oferuje otwarty świat/wyspę, po której na przestrzeni trzech pierwszych aktów możemy się poruszać z pełną swobodą lub za pomocą opcji "szybkiej podróży" dostępnej na mapach wiszących w głównych ludzkich ośrodkach. Wyjątkiem jest wyspa więzienna, czyli akt IV, z której nie ma powrotu.
  4.  Rozwój postaci - jak wspomniałam już powyżej, do dyspozycji gracza oddano czwórkę protagonistów, z których każdy posiada jakieś szczególne umiejętności niedostępne dla innych. Tak więc Purna ma talent do posługiwania się bronią palną, Xian to doskonała szermierka i zabójczyni, Sam B to twardziel rozmiłowany w ciężkich młotach, a Logan (mój wybór) to bezwzględny geniusz broni miotanej. Każdy z tych bohaterów posiada trzy drzewka umiejętności (furia, broń, przetrwanie) uzależnione od preferencji i rozwijane dzięki punktom otrzymywanym za kolejne poziomy doświadczenia. zapachniało erpegiem ;)
  5. Samochód - cholery dostawałam przy kilku pierwszych jazdach, a to dlatego, że przednia szyba jest irytująco wąziutka, a kierownica znajduje się po prawej stronie, co dla lewostronnych może być odrobinę upierdliwiające. Z czasem jednak nauczyłam się prowadzić ze skutkiem miażdżącym dla wybiegających zombie i z przyjemnością woziłam cztery litery Logana z jednego końca wyspy na drugi xD
  6. Furia - zdolności przetrwania to jedno, ale w grze zdarzają się momenty, kiedy nawet Bear Grylls by sobie nie poradził. Albo nie, on by sobie poradził... mniejsza o, w sytuacjach kiedy naprawdę roi się od przeciwników, warto doprowadzić postać do furii i z zimną krwią w spowolnionym tempie wymordować wszystko co ryczy i chrzęści w naszą stronę. Oczywiście szaleństwo ma swój pasek ładowania oraz czas trwania i warto rozwijać drzewko dotyczące furii, bowiem jest to doprawdy umiejętność godna anioła zagłady ^^
  7. Misje - dzięki przytłaczającej ilości zadań pobocznych, wyzwań i misji głównych, gra jest naprawdę długą i zadowalającą produkcją, w której trudno narzekać na nudę. Standardowe "przynieś, wynieś i pozamiataj" dają poczucie raczej spełnienia dobrego uczynku, pozwalają pomóc innym ocalałym a nawet uratować ich przed śmiercią (nawet głodową), do tego sporo punktów doświadczenia, niebanalne przedmioty i nagrody rekompensują niejednokrotne trudy i zgony. Jakby tego było mało, twórcy byli na tyle pomysłowi, by nasi protagoniści otrzymywali zadania spisane odręcznym pismem na kartkach papieru xD
  8. Skalowanie poziomu przeciwników - miły bardzo akcent, dzięki któremu gra jest niemałym wyzwaniem od początku do końca ^^ Dokądkolwiek byśmy nie poszli, czego byśmy nie zrobili, przeciwnicy zawsze będą dorównywali nam poziomem i nie pozwolą na chwilę wytchnienia.
MINUSY:
  1.  Multiplayer - wydawałoby się, że w każdej grze kooperacja jest świetna, ale jak dla mnie w Dead Island tryb multiplayer wprowadza tylko niepotrzebny zamęt, chaos. Próbowałam grać ze znajomymi, próbowałam z obcymi i jak z tymi pierwszymi jeszcze się nie odnajdywałam, to z tymi drugimi miałam ochotę usiąść i zapłakać nad ich głupotą. Multi powiedziałam stanowcze NIE, a singla przeszłam z przyjemnością.
  2. Respawn przeciwników - byłaby to doprawdy super sprawa, gdyby nie było to tak szybkie. Wystarczy nieco oddalić się od wyczyszczonego obszaru, by za chwile na nowo zapełnił się on przeciwnikami. Było to o tyle wkurzające, że podczas wycofywania się przed hordą, bardzo łatwo można było wpaść w kolejną pomimo tego, że wcześniej wybiło się już tamtejszych złamasów.

piątek, 10 czerwca 2016

Saints Row: Gat out of Hell

        Już dawno się tak nie ubawiłam. Szkoda, że fabularnie gra jest tak krótka, ale na szczęście po jej ukończeniu jest tyle do roboty, że nuda tu nie straszy :D Ale za to straszą tu demony. Albo raczej to Gat i Kinzie straszą demony... jakby nie było, jest to wyśmienicie wykonany "samodzielny dodatek" do Saitnts Row 4, trzymający poziom i klasę, będący genialnie powaloną marką samą w sobie. Niewątpliwie jeszcze nie raz wrócę do tego tytułu pomimo narzuconej dwójki bohaterów i crashowania co jakiś czas (sterownik graficzny nie wiem z jakiego powodu wywala mi błąd przy grze o.O).

PLUSY:
  1. Fabuła - Saints Row znany jest ze swych zamiłowań do parodiowania wszystkiego co popadnie, tym razem dostało nam się piekło, niechciany ślub, upadli Święci i masa grzechów głównych... to znaczy broni głównych :D Do tego ekipa światowych sław na skalę epok, cwaniak ekonomista i pani prezydent (w moim przypadku akurat pani) z poprzedniej odsłony oraz dwójka zacnych Świętych w rolach głównych ;) A wszystko to okraszone czarnym humorem, ostrym językiem i pełną swobodą działania w mieście Szatana ^^
  2. Grafika -  na wysokim poziomie, przyprószona trochę komiksowym stylem, co jak najbardziej odznacza się w tytule na plus. Równie niepoważna co sama gra, bardziej mroczna, jak na piekielne standardy przystało oraz klimatycznie ubarwiona na potrzeby ukazania świata przedstawionego w bardziej... odŚWIĘTYnych kolorach ;)
  3. Muzyka - w poprzedniej odsłonie serii bardzo mi się podobała, tak i w tym tytule studio zadbało, by pobudzała do działania i oddawała nastrój akcji, wyzwania, dzielnicy czy sytuacji. Swoją drogą muszę znaleźć soundtrack do posłuchania, bo jest naprawdę rewelacyjny i nastrojowy ^^
  4. Róbta co chceta - rób co ci się podoba, kiedy ci się podoba i jak ci się podoba, pełna swoboda w dosłownym znaczeniu. Nie trzeba pchać fabuły do przodu, żeby gwizdnąć Szatanowi Piekło sprzed nosa, możemy latać, skakać, biegać, rozwalać, znajdować, kraść, spędzać czas, rywalizować, odpoczywać... Podoba mi się, że w grze jest dużo do zrobienia i nikt nie zmusza mnie do wykonywania tego w określony sposób i w określonym momencie.
  5. Piekło - czyli miasteczko do którego trafiamy, podzielone na pięć dzielnic tylko czekających na ich przejęcie. Świetnie zaprojektowane, doskonale oddające klimat modernistycznej wizji piekła z powłokami ludzi snującymi się po ulicach, rozjeżdżającymi się karetkami czy grzebiącymi w śmieciach... no po prostu kolejne niestandardowe miasto tętniące życiem :D
  6. Bohaterowie - Johnny Gat i Kinzie Kensington, para bohaterów którzy wyruszają w podróż do Piekła, by odzyskać swoją Szefową i przy okazji narobić niezłego bałaganu. Choć w poprzedniej grze nie przykładałam do nich zbytniej wagi, tak teraz poczułam do nich żywą sympatię :) Poza tym ich umiejętności wokalne są... godne podziwu xD
  7. Latanie - taaaaaa, możliwość latania w grze zawsze plusuję xD Takie moje małe marzenie, które nigdy się nie spełni - latać na własnych skrzydłach, a nie w metalowych ścianach ;)
  8. Światowej sławy bohaterowie - Szekspir, Vlad Palownik i pirat Czarnobrody... tych dwóch ostatnich to rozumiem, ale czemu Szekspir trafił do Piekła? ^^" Świetny z niego sojusznik, całkiem sympatyczny, pisze dobre sztuki i prowadzi jedyną tancbudę w Piekle :D W ogóle postacie zostały przedstawione w tak komiczny a zarazem oryginalny sposób, że niejednokrotnie padałam ze śmiechu xD Biedny resocjalizowany Vlad katowany brytyjskimi piośniczkami dla małych dzieci...
  9. Musical - Volition pojechało po bandzie, a raczej po Disney'u i zaserwowało graczom rewelacyjny (poważnie) musical w wykonaniu Szatana, jego córki oraz Kinzie i Gat'a xD W tym momencie zbierałam się z podłogi i jak mała dziewczynka z zachwytem patrzyłam na tę farsę na monitorze. I nie ukrywam, bardzo mi się podobało :D
  10. Cutscenki - jak już muszą być rysowane, to niech przynajmniej przechodzą w growe, jak w przypadku Gat out of Hell. Naprawdę dobrze je zaprojektowali, tym samym pokazując niektórym poważniejszym produkcjom, jak zrobić porządny filmik przerywnikowy.
  11. Siedem Broni Głównych - a każda z nich jest esencją innego grzechu. Lenistwo wypada naprawdę oryginalnie jako stary fotel z wbudowanymi giwerami i wyrzutnią rakiet. Podniecarka jako esencja żądzy ma chyba najlepszy efekt spośród wszystkich broni, natomiast esencja gniewu jest doprawdy śmiercionośna ^^ Całkiem ciekawie wykorzystali ten motyw.
  12. Zakończenia - w grze jest kilka możliwych zakończeń, w tym tak okrutne jak odtworzenie Ziemi i wymazanie Świętych oraz tak urocze jak spotkanie Gat'a z jego zmarłą miłością, Aiszą ^^ Chyba będę musiała przejść grę jeszcze ze 3 razy ;)
MINUSY:
  1.  Crashe - na jedną sesję gry potrafiło mnie wyrzucić ze dwa razy, co było doprawdy irytujące. Za każdym razem sterownik graficzny wyrzucał błąd i przestawał działać, nadal nie wiem dlaczego o.O Jak to dobrze, że autozapis jest bardzo częsty ^^
  2. Brak modyfikacji - niestety w żaden sposób nie możemy wpłynąć na wygląd i ubiór naszych postaci, co niestety troszkę mi tu nie pasuje :/ Jedyne sklepy jakie są w Piekle, to automaty z bronią i amunicją ^^"

poniedziałek, 30 maja 2016

Left 4 Dead 2

        Pierwsze podejście na singlu zmusiło mnie do odpuszczenia sobie tego tytułu na ponad dwa lata, niestety koszmarnie mnie nużył i nie miał w sobie nic pociągającego. Powróciłam do niego za sprawą Nethey'a i Patera - i tym razem zostałam w grze aż do samego jej końca :D Znudzenie wzięło się z gry z wirtualnymi kompanami, podczas gdy w kooperacji Left 4 Dead 2 ujawnia w pełni cały swój growy potencjał, okazuje się nie lada wyzwaniem i wymaga sporej elastyczności jak i współpracy graczy - sumując to wszystko, nie ma nudy. A napiszę nawet inaczej: dzieje się czasem aż za dużo! Na pewno będę dobrze wspominać Nethey'a zbierającego wszystkie butle z gazem, kanistry z paliwem czy co tam jeszcze wybuchowego i detonującego je strzałem z broni (o ile uda mu się trafić) xD No i oczywiście nie zapomnę o Jedynym Bezpiecznym Miejscu na Ziemi, czyli toitoiu/wychodku, w którym Pater i Nethey zamykali się co rusz, a raz nawet nadgorliwcy zablokowali xD

PLUSY:
  1. Kampania - podzielona na kilkanaście scenariuszy zgrabnie, aczkolwiek luźno ze sobą połączonych. W tym tytule nie uraczymy konkretnej fabuły, nie dowiemy się jak powstali Zarażeni, ale za to zostajemy standardowo wyrzuceni na jakimś niemrawym zadupiu pośród szalejącej hordy zombie, zmuszeni do radzenia sobie z kiepskim sprzętem pod ręka i zaufaną ekipą. W każdej części chodzi tylko o nasze przetrwanie i ucieczkę zarażonym poczwarom, co samo w sobie jest emocjonujące i podnosi ciśnienie, a nie raz wymaga pomyślunku i pełnego skupienia... albo brutalnego, bezmyślnego wyrąbania sobie drogi do bezpiecznego schronienia :D
  2. Muzyka - jedyna poznaka nadciągającej zadymy xD Mocna, pobudzająca, jednakże zanikająca gdzieś w tle przy zbyt dużym natłoku wydarzeń. Albo to ja przestawałam się na niej skupiać. Jak by nie było trzeba przyznać, że tworzy ponury i nastrojowy klimat, ale jednym tonem potrafi też podnieść poziom adrenaliny ;)
  3. Kooperacja - w tej grze w pojedynkę jesteś martwy, tylko pełna współpraca i zgranie z towarzystwem może zapewnić ci przetrwanie. O ile oczywiście cię nie olewają i zostawiają w tyle, a sami wyrywają do przodu i ściągają uwagę hordy... ;) Left 4 Dead 2 ma bardzo rozbudowany tryb kooperacji, w którym specjalni zarażeni zwykle odbierają kontrolę nad postacią, a tu pomoc towarzysza w naszym ocaleniu jest nieoceniona. Wielokrotnie się zdarza, że kilku specjalnych atakuje na raz kilka postaci i tu zaczynają się schody.  Ponadto można przekazywać sobie przedmioty, leczyć się, wznawiać pracę serca, wciągać znad przepaści i chronić przed upadkiem, osłaniać itd. Powinnam tez wspomnieć, że działa tu przyjazny ogień, o czym w największych zadymach lepiej pamiętać.. ^^" ("Excuse me, excuse meee" - Coach/Pater)
  4. Multiplayer - to nie jest mój konik, ale niewątpliwie jest to duży plus gry, gdyż tryb multiplayer przybiera tu wiele form. Jedną z najciekawszych jest chyba ta, w której możemy opowiedzieć się po stronie specjalnych zombie lub ocalałych ludzi. Zagranie jako najbardziej upierdliwy specjal, czyli Jockey, mogłoby być interesujące... xD Osobiście nie grałam, bo nigdy nie byłam fanką trybów PvP, ale ze znajomymi można się fajnie pobawić ;)
  5. Rozwałka - kiedy myślę "horda", wyobrażam sobie całą masę, wręcz mrowie stworzeń. W tej grze jest ich dwukrotnie więcej, doliczając drugie tyle specjalnych zarażonych upierliwców. A czasami słowo "horda" oznacza niekończący się potok zombie, przed którymi uratować nas może tylko i wyłącznie makabryczna ucieczka. A ile przy tym jest krwi, okrzyków między graczami, eksplozji, hałasu i wymachiwania maczetami to po prostu nie zliczę. A cisza bywa bardziej przerażająca od hałasu...
  6. Dynamika - chociaż część opisałam już powyżej, to gra zasługuje na wyróżnienie tego aspektu. Dynamika jednak nie ma na względzie tylko wybuchów i zaciętej walki, ale także sam system gry. Gracze muszą być w ciągłym ruchu, osłaniać się, nie stać w miejscu. Zatrzymywanie się na dłużej jest niebezpieczne, a pewne zachowania i wydarzenia potrafią przywołać miażdżącą ilość zombiaków (ach te samochodowe alarmy...). Nawet zbyt długie poszukiwanie przejścia obfituje w kolejne fale coraz liczniejszych zarażonych, a amunicja nie jest nieskończona. 
  7. Interfejs - jest bardzo minimalistyczny, przejrzysty i wyjątkowo wygodny w swojej prostocie. Generalnie to tylko panel broni i paski życia graczy, przez co spokojnie można skupić się na wydarzeniach na ekranie komputera i równocześnie szybko, bez strat dla samych zainteresowanych, oceniać stan kompanów i amunicji.
  8. Bohaterowie - generalnie do dyspozycji w grze jest osiem różnych postaci, z czego połowa z nich dostępna w kilku scenariuszach, a reszta w pozostałych. Niestety nie posiadają żadnych specjalnych zdolności przypisanych do konkretnych osób, a jedynie są jakby wcieleniem gracza w przedstawianej historii. Troszkę szkoda, ale pozwala to uniknąć awantur o wcielenie się w daną osobę :D Postacie pomimo tych braków są bardzo sympatyczne i całkiem miło słuchało się ich dialogów czy reakcji na zachowania innych graczy. Także rozwiązania graficzne stoją na wysokim poziomie, co widać po gestach i mimice postaci.
  9. Specjalni zarażeni - menażeria najbardziej upierdliwych i najsilniejszych zombie w grze. Każdy z nich ma indywidualną zdolność do wyeliminowania gracza z akcji, jak choćby wskakiwanie Jockey'a na głowę, rozrzucanie wszystkich dookoła w wykonaniu Tank'a czy pętanie jęzorem przez Smoker'a. Ale wydawane przez nich dźwięki działają na korzyść graczy i w chwilach spokoju pozwalają na wytropienie i szybką eksterminację bogato uposażonych zarażonych.
  10. Ekwipunek - podobnie jak interfejs, sprzęt naszych postaci jest bardzo minimalistyczny. W sumie czy da się przetrwać apokalipsę zombie taszcząc ze sobą cały arsenał wyszukanych broni, medykamentów i bomb? Nie, ta gra stawia na częściowy realizm, tu musimy być mobilni i radzić sobie tylko z bronią dystansową i do walki wręcz, paczką amunicji, granatem, apteczką i wspomagaczem. Resztę ze smutną miną pozostawiamy na zmarnowanie w obozie, do którego już nigdy nie wrócimy.
  11. Warunki atmosferyczne - ulewy, które zagłuszały dźwięki wydawane przez zarażonych, porywisty wicher, który nie pozwalał na szybkie przemieszczanie się, a w pewnym momencie nawet i potężny sztorm, przez który nie widziało się nawet czubka własnej lufy nadawały grze swoistego realizmu i wzmagały czujność graczy, bowiem wtedy najbardziej stawali się narażeni na atak i mieli zmniejszone szanse na szybkie ocalenie przyjaciela. Bardzo ujmujący aspekt gry.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Brütal Legend

        Okej, bez zbędnych wprowadzeń... jest to jedna z najzajebistszych gier, w które dane mi było zagrać od dawien dawna! :D I piszę to poważnie, na świeżo, po długich godzinach spędzonych nad tytułem i wielu osiągnięciach przez ten czas zdobytych. Będę tęsknić za tym pełnym ostrej muzyki światem zamieszkanym przez całą masę subkulturowych dziwaków, zmutowanych zwierzaków i nawiązań audiowizualnych ;) Ale będzie to miła tęsknota, bo w końcu wrócę i przetrzebię kolejne zdobycze w grze :D

PLUSY:
  1. Grafika - od razu wpadła mi w oko, już przy pierwszym filmiku, chociaż ustawienia w tym czasie były, erm, niskie ^^" Jakby na to nie patrzeć, grafika jest dosyć wyrazista i szczegółowa, na najwyższych detalach chodzi płynnie, a ponadto perfekcyjnie oddaje klimat gry, ten niepoważny, humorystyczny świat. Nie potrafię jej dokładnie opisać, ale grafika sama w sobie jest tak idealnie pasującym komponentem gry, że nie wyobrażam sobie jej w bardziej "poważnym" stylu. Ten jest rewelacyjny, i chwała twórcom za to :D
  2. Podkład głosowy - pierwsza, ale to naprawdę pierwsza gra, w której każdego głosu słuchało mi się z przyjemnością, czy to jakiegoś złodupca, czy dobroczyńcy. Eddie i Ophelia to po prostu rewelacja, headbangerzy, razor girls, cała reszta ma tak genialnie dopasowane głosy, że naprawdę nie miałam się do czego przyczepić, a dialogi w języku angielskim były bardzo zrozumiałe. Oddano charakter każdej postaci, każdej jednostki, każdego stworzenia.
  3. Humor - Ooooooo-jej, van Helsing może się schować. Ta gra to jedna wielka parodia całego świata muzyki metalowej przedstawiona tak niesamowicie i z dbałością o każdy komiczny szczegół, że nie sposób nie zwrócić na to wszystko uwagi. Batalie w postaci scen muzycznych (takich scen, na jakich grają muzycy, nie w strzelaniu fochów xD), rozbrajających misji pobocznych, odwołań i nawiązań, a w dialogach to chyba już kompletnie zero powagi... no po prostu trzeba zagrać :D 
  4. Klimat - Metal. Gitary. Topory. Pieszczochy. Motocykle. Krzyże, czaszki, ogień, gorszące dewotów symbole, muzycy z naszego świata w całkiem oryginalnych rolach, masa kolców, kissowskie makijaże, ćwiekowane skóry... aaaaach, młodość :D W to mi graj! Albo to ja raczej będę grała ;)
  5. Fabuła - co tu dużo pisać: pełna epickich wydarzeń, potężnych herosów, oryginalnych zwrotów akcji, odrażających złodupców, cudownej muzyki i ogromnej dawki humoru. Jest miłość i nienawiść, lojalność i zdrada, heroizm i okrucieństwo, damy w opresji i damy, które świetnie radzą sobie same ;) Ogólnie rzecz biorąc, nie jestem w stanie napisać nic konkretnego, żeby nie zespoilować najlepszych kawałków fabuły xD A te są naprawdę mocne :3
  6. Transport - do dyspozycji otrzymujemy w pełni modyfikowalny pojazd czterokołowy, który wzywamy za pomocą gitarowej solówki :P Jest to zarówno podstawowy środek transportu, jak i śmiercionośna, piękna i szybka machina. Guardian of Metal za odpowiednią ilość zapalniczek jest w stanie wyczynić z nią cuda xD Ponadto możemy także podróżować wraz z motocyklistami Ognistego Barona czy Kill Master'a. No i nie zapominajmy o wierzchowcach, które "oswajamy" dawką ładunku z elektrycznej gitary i zanim biedaki się połapią, już sadowimy się im na grzbietach. Chyba nie ma nic lepszego od gilotynowego stwora, to mój faworytek xD Warto dodać, że każdy wierzchowiec i pojazd może atakować!
  7. Muzyka - czyste, metalowe, doskonale znane kawałki zespołów takich jak Black Sabbath, Motörhead, Brocas Helm czy nawet Scorpions ^^ Miód dla moich uszu, rozkoszny powrót do czasów młodości i przypomnienie tego, że jest to rzeczywiście piękny gatunek. Jak mogłam przestać go słuchać... teraz nadrabiam z nawiązką ;) Szczególnie pomogło mi radio w czterokołowcu zwanym Licho (Czart?) :D
  8. Battle stage - ooooch, kocham starcia armii w tej grze xD A wszystko zaczyna się od wybudowania sceny, wież merchandisingowych dla fanów (którzy służą jako punkty na zakup jednostek) oraz wezwania ekipy, która stanie u naszego boku i rozgwiżdże scenę przeciwnika. Tylko tu można swoim bohaterem fruwać nad polem bitwy i wydawać rozkazy bezpośrednio z góry. Jak zwykle elementy strategiczne w grach RPG czy akcji mi przeszkadzają, tak tutaj były przyjemnym uzupełnieniem kampanii :D I są kapitalnym sposobem na chwilkę odstresowania na multi czy przeciwko komputerowi.
  9. Motorforge - zbudowana przed wiekami pozostałość po tytanach pozwala na rozwój naszej czterokołowej zabawki śmierci, a także służy jako miejsce, w którym Eddie może nabyć dodatkowe zdolności, ulepszyć broń, zmienić strój... a wszystko to pod czujnym okiem Strażnika Metalu, czyli... Ozziego Osbourne we własnej osobie :D Kreacja tego muzyka w grze jest po prostu spektakularna! xD
  10. Bohaterowie - wiele postaci w grze ma swoje pierwowzory w świecie muzyki. Wspominałam już o świetnej kreacji Ozziego jako Guardian of Metal. Nie wiem czy przypadkiem jego rodzinka nie wcieliła się w rolę niesfornych nietoperzy xD Główny bohater, kanciastoszczęki, przypakowany Eddie Riggs, którego ubóstwiam za mimikę, głos, podejście do życia i charakter powstał na podobieństwo Jack'a Black (Eddie na szczęście wygląda lepiej). Oddano także hołd Lemmy'emu w postaci przywódcy grupy motocyklistów Thunderhog - Kill Master'owi, basiście o umiejętnościach leczenia. Pojawia się także Rob Halford jako Fire Baron, Lita Ford jako Lita Halford, siostra Larsa oraz Kyle Gass w roli olbrzymiego, wrednego faceta obsługującego kanonierkę w misjach pobocznych. Jak widać, twórcy gry postarali się o naprawdę wiele prawdziwego metalu nie tylko w formie muzyki ;)
  11. Znajdźki - poza artefaktami opowiadającymi legendy, miejscami na wyczynowe skoki, związanymi w stylu BDSM wężami i zakopanymi obeliskami w grze możemy znaleźć także kilka znajdziek z solówkami gitarowymi będącymi niczym innym jak umiejętnościami naszego bohatera. Po odegraniu odpowiedniej melodii (sekwencja klawiszy numerycznych) można przywołać zwierzaki na pomoc, skierować płonący zeppelin na pole bitwy, zatrzymać na ziemi latającego przeciwnika, wezwać Czarta czy zdjąć z sojuszników wszelkie negatywne efekty. Elegancko wpasowane w klimat gry, fabułę oraz sama rozgrywkę :)
  12. Misje poboczne - jest ich całkiem sporo i są bardzo zróżnicowane. Najłatwiejsze z nich są zasadzki, najgorsze było wybijanie łosiowatych raptorów na czas... mamy także wyścigi samochodowe z demonem, dostarczenie piwa na imprezę, pomoc przy podrywaniu pań z Razor Girls, strzelanie z kanonierki do grup przeciwników, pobijanie rekordu łowcy itp. Jest co robić i przy okazji się nie znudzić.
MINUSY:
  1.  Brak skakania - już myślałam, że obejdzie się bez negatywów, ale niestety, jest jeden. Z początku mi nie wadził, ale z czasem stał się bardzo upierdliwy kiedy przyszło poruszanie się po bardzo zabudowanym obszarze. Postać potrafiła niejednokrotnie utknąć między drzewami, niskimi płotkami, ogólnie rzecz biorąc małymi obiektami i bez wyjścia z gry i wejścia ponownie nic nie można było zrobić. Było to o tyle wkurzające, że jak się dotarło na drugi koniec mapy i utknęło, to po wczytaniu trzeba było znów tracić czas na dotarcie do wybranego punktu. A tak to by sie przeskoczyło i po problemie.

poniedziałek, 7 marca 2016

The I of the Dragon

        Gra jest wprost fantastyczna i pojąć nie mogę, dlaczego nikt jeszcze nie zrobił jej remake'a albo kontynuacji! Grę ze szczenięcych lat dorwałam za śmieszną kwotę na Steam'ie, a przyjemność jaką dało mi zagranie w nią i przejście - bezcenne. Pomimo starej grafiki, mechanika jest na wysokim poziomie, przebija nawet wiele innych tytułów z późniejszych lat. Cieszy mnie fakt, że posiadam w końcu kopię, której raczej szybko nie stracę (chyba że Steam zacznie wycofywać gry ze swojej platformy...). A co najważniejsze... gra jest w pełni o SMOKACH! :3

PLUSY:
  1. Symulator smoka - w pewnym sensie gra zakrawa właśnie o takowy symulator :D Wybieramy jednego z trzech odmiennych skrzydlatych gadów (wojownika, maga lub nekromantę) a potem... chronimy miasta ludzkie przed potworami, niszczymy im gniazda, toczymy zajadłe walki, latamy, szybujemy, palimy i pożeramy, zbieramy przedmioty i przechwytujemy istoty żywe, rzucamy zaklęcia i ogólnie robimy wszystko to, co tylko smoki mogą zrobić najlepiej :P
  2. Kontrola nad smokiem - wcielając się w smoka posiadamy nad nim pełną kontrolę, nie musimy martwić się o to, że w danej chwili nie możemy plunąć ogniem czy jadem, zaatakować zaklęciem czy też po prostu polatać sobie w ogniu krzyżowym. Jedynym ograniczeniem dla naszego smoka jest rozmiar regionu. I po części jego statystyki ;)
  3. Zaklęcia i umiejętności - poza tym, że niebieski smok jest typowym magiem i posiada pełną paletę różnorodnych zaklęć warto wspomnieć. Warto też zauważyć, że czarny nekromanta posiada ich mniej, a u czerwonego wojownika są one prawie zbędne, gdyż brutalna siła potrafi zdziałać cuda. Albo raczej - katastrofę. Bardzo przypadło mi też do gustu, że każdego smoka można teoretycznie "przeprogramować", czego osobiście nie polecam. Grając czerwonym Annoth'em przeszłam całą grę na podstawowej umiejętności maksymalnie rozwiniętej przez statystyki, używając tylko czarów pomocniczych (jak wykrycie bestii, powrót i wezwanie ognistoskrzydłego). I było to naprawdę lekkie i przyjemne :)
  4. Swoboda - nie jest to sandbox, ale moim zdaniem jak na rok powstania (2002 na świecie, 2004 w Polsce) oferuje znacznie większe możliwości niż obecne tytuły. Mamy jasno określone cele misji, ale pomimo tego nie jest ważne, czy wykonamy te lub inne upatrzone przez nas cele. Rozbudować miasto do trzeciego poziomu? Świetnie, ale najpierw rozwalę gniazda. Albo zaspokoję głód. Albo nie, ubiję trochę potworów, żeby magowie mieli z czego pobierać energię a ja zdobędę nieco punktów doświadczenia. Oczywiście, są zadania zmuszające nas do pozostania w danym regionie albo działania od razu, ale są naprawdę rzadkością. Podoba mi się ta opcja: jesteś smokiem, więc rób co chcesz :D (Możesz także zjadać/plenić swoich ludzi i palić im miasto, jak wygodnie xD)
  5. Dubbing - ogromne dla mnie zaskoczenie. Gra, o której nikt nie pamięta, a obawiam się, że w swoich latach szału nie zrobiła, posiada całkiem konkretny dubbing! Może i nie jest obszerny i bogaty, ale za to profesjonalnie nagrany i zmontowany. 
  6. RPG - w grze pojawiają się elementy z tego gatunku, co szczególnie uwielbiam. Grzebanina w statystykach to coś, za czym tęsknię w dobie obecnych gier, gdzie większość tytułów przydziela je za gracza, aby ten przypadkiem sobie postaci nie popsuł. Tutaj posiadamy pole do popisu otrzymując z każdym poziomem po 25 punktów statystyk (niby dużo, ale statystyki swoje kosztują, np. regeneracja życia pochłania 4 pkt.), które można rozlokować w prędkości lotu, sile oddechu czy mocy zaklęć. Za punkty te kupujemy także czary, jeśli są dostępne. Niestety postać w żaden inny sposób się nie rozwija - nie zmienia wyglądu (choć ulepszane umiejętności skutkowały inną animacją) ani nie zdobywa pancerzy czy broni (w sumie nie ma po co).
  7. Miasta - w grze nie spotkamy się z bogato rozwiniętą ekonomią, rozbudową jednostek czy zmyślną strategią, bowiem miasto pełni rolę "gniazda" naszego protegowanego. Naszym celem jest bronienie go (choć mieszkańcy potrafią się całkiem umiejętnie ochronić), zlecanie napraw, podnoszenie poziomu kiedy magowie zdobędą odpowiednią ilość energii oraz dostarczanie tam przedmiotów związanych z misją. Ponadto miasta szybciej regenerują zdrowie smoka. Innymi słowy, miasto dba samo o siebie, nie musimy odrywać uwagi od wybijania potworów, by stale się nim zajmować.
  8. Posilanie się - sam fakt, że nasza gadzina potrafi upolować sobie potwora czy zwierzę, aby go potem spokojnie spałaszować jest bardzo interesujący. Do tego dochodzi pasek głodu, który w średnim tempie opada i zmusza gracza do znalezienia soczystej ofiary. Niestety, nie odkryłam jakie są kary za głodnego smoka, ale skoro dali zapełniany pasek, to coś musi być na rzeczy ;) Animacja sama w sobie też prezentuje się wprost... pysznie :)
  9. Pory dnia - czasem myślę, że w obecnej generacji gier zapomniano o zmiennych porach dnia. Zwykle wygląda o tak: pierwsza misja w dzień, druga w nocy, trzecia i czwarta w dzień, piąta w nocy... tutaj tego nie ma, w The I of the Dragon dzień zmienia się płynnie w noc, podobnie jak chmury na niebie płyną swobodnym, leniwym torem. Jest to coś, czego brakuje w wielu grach, a ja przykładam do tego wielką wagę. 
  10. Zmiany bohaterów - kilka misji wprowadza pewna świeżość do gry, a mianowicie zmianę naszego bohatera na bardziej ludzkie odpowiedniki ;) Zdarzy nam się wcielić w łowcę, kawalerzystę na dwunogim stworze czy artylerzystę na podobnej do kodo bestii. Z początku mnie to irytowało, ale potem z ciekawością czekałam, co będzie następne... ;)
MINUSY:
  1.  Brak muzyki - jest to tak naprawdę jedyny minus całej gry, ale wyłącznie wersji Steam'owej (inaczej minusa żadnego bym nie znalazła). Podobno już coś z tym fantem robią, ale ile na to przyjdzie czekać, to nie wiem. Tak czy inaczej, przeszłam grę na odgłosach świata i nie przeszkadzało mi to specjalnie, choć podkład muzyczny brzmi fantastycznie...

wtorek, 23 lutego 2016

James Cameron's AVATAR: The Game

        Na zbyt dużo akcji w grze akcji to tylko ja mogę narzekać xD Wreszcie zabrałam się za grę opartą o cudowny film, która swoją drogą stoi na półce już trzeci rok, i nieco się rozczarowałam, że nie jest bardziej w stylu action RPG, ponieważ w typowych grach akcji się nie odnajduję... ale na szczęście tytuł okazał się bardzo przyjemny, a kiedy nauczyłam się porządnie grać, okazało się, że wykonuję ostatnią misję xD Takie rzeczy to ja mam na co dzień...

PLUSY:
  1. Pandora - twórcy gry oddali cały ten piękny świat Pandory w każdym, najmniejszym szczególe. Barwny księżyc jest równie cudowny, co niebezpieczny niezależnie od wybranej frakcji. Rzecz jasna ludzie mają się trochę gorzej, bowiem fauna i flora tego miejsca staje po stronie jej rdzennych mieszkańców, czyli Na'vi. Ja tam nie narzekałam podczas gry, kwiatuszki często przychodziły mi z pomocą, kiedy żołnierze RDA atakowali wioski ;) Nie wspominając już o faunie, która tratowała, rozszarpywała albo wspierała grzbietem i siłą nóg tubylców. Poprzez kreacje świata naprawdę można poczuć się jak na seansie w kinie (szkoda tylko, że grafika już trochę gorsza..).
  2. Frakcje - po prologu kampanii, czyli dość szybko, przychodzi czas na wybranie strony konfliktu, którą chcielibyśmy wesprzeć. Pozostaje Nam więc albo dalej współpracować z ludźmi, albo zabrać ciało i oddać się pod opiekę Na'vi - osobiście przez wgląd na paskudne usposobienie gatunku ludzkiego wybrałam tubylców ^^" I grało mi się miodnie :3
  3. Na'vi - tak, tak, nie przestanę się zachwycać tą obcą rasą wzorowaną na styl błękitnych, pasiastych amerykańskich Indian. Zawsze podobały mi się w grach klasy złączone mistyczną więzią z naturą (druidzi, szamani itd.), a Na'vi w szczególności cenią sobie życie i otaczającą ich przyrodę, którą ludzie zamierzają zniszczyć i zasiedlić. Doprawdy, Cameron miał łeb tworząc tak soczyste sci-fi.
  4.  Pojazdy i wierzchowce - jeśli mamy do czynienia z dwoma tak odmiennymi obozami (po jednej stronie ludzkie karzełki, po drugiej niebieskoskóre smukłe olbrzymy), to ich środek transportu także musi być inny. Niestety nie mam pewności czy każdym pojazdem dostępnym w grze mogą się przemieszczać ludzie, ale wiem, że Na'vi otrzymali do dyspozycji standardowe złowieszcze konie, ikranyczy w pewnym momencie nawet palulukan i Toruk Makto ;) Konie można zastać w losowych miejscach na każdej mapie, jak to w końcu ze zwierzęciem w jego naturalnym środowisku, i swobodnie dosiąść, by czmychnąć z zagrożonego terytorium.
  5. Latanie - w pewnych momentach gry mamy możliwość samodzielnego sterowania własnym ikranem, co jest z początku rzeczą dosyć toporną, ale po chwili daje niesamowita frajdę :D  Nie mówiąc już o Toruku zasłaniającym cały ekran xD
  6. Pancerze i bronie - wraz ze zdobywaniem punktów doświadczenia otrzymujemy pakiety zawierające różne rzeczy: skille, bronie i pancerze odpowiednie dla danej rasy. Niesamowicie przypadły mi do gustu klanowe stroje, bardzo oryginalne i przemyślane, ale dające też niemałe profity w grze. 
  7. Film i fabuła - zaryzykowałabym stwierdzenie, że gra jest pewnego rodzaju preludium dla filmu. Praktycznie cały Avatar: the Game opiera się o konflikt zbrojny między mieszkańcami księżyca a ludzkimi najeźdźcami, którzy przestają kryć swoje zamiary podboju tego egzotycznego świata. Niestety jest to gra akcji, dlatego też nie można spodziewać się jakichś głębszych wątków fabularnych czy innych smaczków - a z miłą chęcią szarpnęłabym takiego konkretnego erpega z tego uniwersum... a wracając do tematu, dlaczego uważam to za wstęp? Ponieważ na zakończeniu bohater/bohaterka wypowiada zdanie, które nawiązuje do niedalekiej przyszłości, która objawia się w filmie. Ciekawy zabieg. Znów mam ochotę obejrzeć ten film.
MINUSY:
  1.  Modele Na'vi - prawdopodobnie to przez niezbyt ciekawą oprawę graficzną, ale z obcej rasy zrobiono straszne paskudy xD Może i Na'vi nigdy nie byli piękni, moim zdaniem to bardzo urodziwa rasa, aczkolwiek w grze widzimy samych pokrzywieńców i pomarszczeńców, poza Bayda'amo xD Tak czy owak, trochę mi to nie podeszło...
  2. Krótka kampania - wyrażnie twórcy gry postawili na tryb multiplayer i conquest polegający na starciach między stronami.Sama kampania to raptem kilka godzinnych misji, a szkoda, bo jest naprawdę wciągająca. PvP i ciągłe natłukiwanie się mnie nie przyciąga, więc raczej szybko do tytułu nie wrócę :/
  3. Akcja - niestety w grze za dużo jest akcji w stylu zabijania, a za mało tej prawdziwej, pobudzającej krążenie. W kampanii dla Na'vi nie uraczymy ucieczek, pościgów, szaleńczej jazdy wierzchem, misji na czas, bezpośrednich starć z trudnymi bossami... tak jakby kampania była tylko poboczna dla multiplayera... może i nie przepadam za tym gatunkiem, ale chciałabym czegoś więcej :/

sobota, 24 października 2015

Mass Effect 2

        Druga część kultowej gry Mass Effect nijak nie odstępuje od poprzedniczki, ba!, wypada nawet dużo lepiej. I nie chodzi tu o samą grafikę czy ulepszone rozwiązania. Moim zdaniem wprowadza więcej akcji, kontynuując przy tym główny wątek, poszerzając uzyskane w poprzedniej części możliwości fabularne i kreując o wiele bardziej złożone interakcje. Innymi słowy: gwarancja dobrej zabawy :D Stwierdzam to po kilku przejściach ;)

PLUSY:
  1. Kontynuacja - jest po prostu mistrzowska, trzyma poziom z "jedynki", jest niezwykle oryginalna i wprowadza zupełnie nowe elementy do fabuły, chociaż nie odrywa się od niej pod żadnym względem. Bohater także może wyglądać identycznie jak na początku serii, aczkolwiek możliwa jest zmiana jego wyglądu. Poza tym bardzo gładko przechodzi się z pierwszej części gry do drugiej.
  2. Fabuła - śmierć protagonisty na początku gry..? Możliwe! Pomysł wskrzeszenia to po prostu rewelka, ogromne pole do popisu dla twórców (można sobie wiele w ten sposób tłumaczyć... ;)) i niebywała nowość w grach. Ponadto cała otoczka proludzkiej organizacji walczącej z pradawnym wrogiem, nowe ciekawostki ze świata i... coś niecoś o powstawaniu Żniwiarzy. Do tego ciągłe nawiązania do poprzedniej odsłony gry perfekcyjnie wiążące koniec z początkiem kolejnej. Ta gra dosłownie żyje życiem własnym, a my jesteśmy tylko jego uczestnikami. Dla mnie super :D
  3. Dubbing - dużo lepszy w porównaniu z poprzednia odsłoną, ale o to właśnie chodzi tworząc kolejne, lepsze gry :) Wreszcie Shepard brzmi, oddaje emocje i wyraża swoje postępowanie. Pozostali bohaterowie niezależni także nie zostali pominięci i słucha się ich z prawdziwą przyjemnością ^^
  4. Oprawa audiowizualna - nie będę sie nad nią rozwodzić, ale jest wspaniała :D
  5. Nowi towarzysze, starzy znajomi - Cerberus dostarcza nam nowych towarzyszy broni lojalnych swojej agencji, takich jak Jacoba czy Mirandę. Jakoś nie potrafiłam się do nich całkowicie przekonać, choć nie mogę powiedzieć, że ich nie polubiłam. Spośród nowych twarzy zwerbujemy także wyczepistego Mordina Solusa, kroganina Grunta, pieprzniętą Jack, hardkorowego Thane'a, matronę Samarę i Legiona, geta zwalczającego swych heretyckich pobratymców czczących Żniwiarzy. Uwielbiam tego gościa i jego ruchome płyty na głowie xD Wśród starych znajomych przyłączających się do ekipy znajdziemy tylko Garrusa (<3) i Tali, ale spotkać też możemy na swojej drodze Wrex'a, Kaidana/Ashley i Liarę. Szkoda, że nie ma ich w drużynie :< Musze przyznać, że istniejące między towarzyszami interakcje są na naprawdę wysokim poziomie :)
  6. System walki - uległ znacznej poprawie. Ukrywanie się za osłonami nabrało lepszego wyrazu, bronie wydają się bardziej, hm, nowoczesne, doszło wiele nowych technik i umiejętności walki. Można teraz przeskakiwać niskie bariery, sterować towarzyszami. Trochę realizmu nie zaszkodzi.
  7. Wybory - kontynuując wybory idealisty i renegata z "jedynki", wprowadzono świetną funkcję, a mianowicie w trakcie cutscenek może pojawić się ikona LPP i MPP, które kolejno oznaczają działanie egoistyczne i działanie prawe. Działania takie nie tyle powiększają daną ilość punktów reputacji, ale też wpływają na przebieg zdarzenia. Takie ingerencje powinny być w każdej grze RPG ^^
  8. Blizny - odbudowany Shepard nie do końca działa jak należy. Wybierając ścieżkę renegata możemy się spodziewać, że twarz protagonisty zajdzie siatką jarzących się czerwono blizn, a oczy zapłoną krwawo niczym u wrogiego cyborga. Osobiście bardzo podoba mi się ta drobna modyfikacja :3 Och, zapomniałabym dodać... grając idealistą nie uraczymy żadnych charyzmatycznych modyfikacji ;)
  9. Skanowanie planet - skanowanie nowo odkrytych planet daje nam możliwość zdobycia cennych surowców wykorzystywanych do ulepszania i modyfikowania ekwipunku oraz Normandii. Jest to dosyć żmudna robota, ale na pewno ciekawa i oryginalna ;) Ja tam nie narzekałam :D
  10. Modyfikacje pancerza -  w Mass Effect otrzymaliśmy tylko pełne komplety pancerza z możliwością ich ulepszania. W Mass Effect 2 otrzymaliśmy do dyspozycji zarówno pełne komplety zbroi, jak i poszczególne komponenty, które można dowolnie łączyć i pozyskiwać z każdego osobno unikalne bonusy. W dodatku można się bawić kolorami i materiałami z jakich wykonane są pancerze ;)
  11. Nowe rasy - w sumie nowe tylko w grze, fabularnie były już o nich wzmianki. Spośród wrogów mamy do czynienia z vorchami i zbieraczami, natomiast przyłącza się do nas drellski zabójca, Thane Krios. Zawsze jakieś urozmaicenie ^^
  12. EDI - Sztuczna Inteligencja zamontowana na Normandii przez Cerberusa. Świetna. Z poczuciem humoru. Żyjąca swoim własnym życiem i mająca do powiedzenia więcej, niż by ją pytano. Idealna towarzyszka dla Jokera, choć ten jeszcze o tym nie wie xD
  13. Normandia - po zniszczeniach dokonanych przez zbieraczy została odbudowana i ulepszona przez Cerberusa. Dużo bardziej mi się ona podoba w tej odsłonie, tym bardziej że jej rozmiar odpowiada teraz ilości pomieszczeń na pokładzie. Dostajemy w końcu choćby kajutę kapitańską, w  której modyfikujemy pancerz, zarządzamy drużyną i odczytujemy wiadomości. No, możemy tez podziwiać ryby w akwarium, jeśli je zakupimy i o nie odpowiednio zadbamy, a także posiadać kosmicznego chomika :D 
  14. Napaść Zbieraczy - ta jedna szczególna misja zapadła mi najbardziej w pamięć, ponieważ wcielamy się wtedy w naszego biednego kapitana z ciężkim przypadkiem zespołu Vrolika, który dzięki swojej determinacji i wsparciu EDI unika porwania przez zbieraczy ze pokładu Normandii. Świetna misja i świetna mina Jokera :P
  15. Misje lojalnościowe - jak to w erpegach bywa, każdy ma coś do zrobienia, a towarzysze to już w ogóle. A jak najlepiej zaskarbić sobie ich przyjaźń i lojalność? Robiąc dla nich questy! :D W drugiej części gry w końcu możemy dowiedzieć się czegoś więcej o naszych podopiecznych i to niekoniecznie czegoś dobrego. 
  16. Łzy - jak na tamten okres growy nie widziałam żadnej innej gry, w której postacie byłyby tak bardzo... emocjonalne. Podoba mi się to jak diabli! :D
  17. Zakończenia - różne w zależności od wyborów dokonanych w trakcie gry, chociaż pospolicie i ogólnikowo można je podzielić na dobre zakończenie i złe zakończenie. Dobre i złe wcale nie oznaczają, że nasz bohater musi być dobry lub zły. Ja bym to podzieliła na kiepskie zakończenie i doskonałe zakończenie.
MINUSY:
  1.  DLC - i niestety rozpoczęła się era płatnych DLC... wszystko byłoby w porządku, gdyby za kilka godzin rozrywki BioWare nie wymagał tak horrendalnych cen... i gdyby nie były to DLC z najciekawszymi smaczkami fabularnymi. Nieładnie, duży minus :<
  2. Rozwój - bardziej podobało mi się rozdzielanie punktów z pierwszej części, ale cóż, taka kosmetyka... no i mała ilość ścieżek rozwoju postaci :/

piątek, 23 października 2015

Mass Effect

        Mass Effect jest swojego rodzaju pionierem wśród erpegów studia BioWare - wprowadzono w nim niesamowitą ilość ulepszeń, zastosowano nowy silnik, a co najważniejsze - niczym przez przekaźnik masy skoczył poziom doświadczeń płynących z obcowania z grami. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz spojrzałam na nowe jeszcze w 2008 roku screeny i trailery, byłam wręcz nastawiona na kolejny kasowy tandetny hicior napakowany golizną, seksem, przemocą i wszędobylską sztampą. Jak dobrze, że przypadkiem dostałam w swoje łapy ME2, bo dzięki temu jestem aktualnie miłośniczką shepardowskiej trylogii ^^" Nie dość, że okazało się, iż wszystkiego (mimo wszystko) jest po trochu, to jeszcze twórcy wkomponowali to w idealną heroiczną (bądź renegacką) całość, która jest w stanie zaspokoić moje jakże wymagające gusta ;)

P.S. Bądźcie wyrozumiali czytając poniższy tekst - ciężko jest mi opisywać grę, której trylogię przemęczyłam już kilka sporych razy xD

PLUSY:
  1. Prolog - wstęp do gry jest istnym majstersztykiem! Gra zaczyna się nieomal od momentu jej uruchomienia, wprowadza gracza w klimat już od pierwszych sekund. Nie ukrywam, że jeszcze żaden wstępniak nie zrobił na mnie tak ogromnego wrażenia.
  2. Shepard - obawiałam się, że bohater będzie miał z góry narzuconą płeć, wygląd i charakter - ot, kolejny przesadzony amerykański superbohater. W takich sytuacjach uwielbiam się mylić ^^" Jak na tytuł RPG przystało, naszego bohatera możemy stworzyć w całości pod nasze gusta, zaczynając od wyglądu, przez pochodzenie, reputację czy klasę. Reszta oczywiście przychodzi z czasem, ale jak na początek to i tak dobrze. A o tym, jak potoczą się losy naszego komandora, napiszę nieco niżej.
  3. Ścieżka wyborów - w wielu grach spotykałam się z kwestią moralności wyborów dokonywanych podczas rozgrywki, ale niestety żadne z nich nie postawiły mnie na nogi tak jak w Mass Effect. Uwielbiam grać jako zła postać, ale niestety prawie zawsze ogranicza się to do roli złego przydupasa, którego nikt nie lubi, wszyscy zlewają i w sumie nikt się nim nie przejmuje. Tutaj sprawa wygląda inaczej. Przeżarty do szpiku kości "złem" Shepard budzi niemały szacunek, postrach, przeciwnicy liczą się z nim czy nawet poddają się bez słowa zlani zimnym potem. Reasumując: renegat sieje postrach i budzi respekt. Podobnie ma się ścieżka idealisty, chociaż nie jest już tak, hmmm, postrzegana przez galaktykę jak ta mroczna strona :P 
  4. Fabuła -  gdyby nie otoczka audiowizualna, żywe, barwne postacie i ogrom zawartości, gra i tak powalałaby na kolana samą fabułą. Mass Effect jest naprawdę potężnym tytułem sci-fi (no ok, ok... space opera, choć to określenie kojarzy mi się bardzo źle...), zasługującym na równie mistrzowskie kontynuacje - rozgrywka toczy się w dalekiej przyszłości, kiedy ludzkie kolonie rozwijają się w symbiozie z innymi rasami, aczkolwiek do pewnego czasu...brzmi banalnie, ale zapewniam, w Mass Effect nie uraczycie banału.
  5. Muzyka - chyba nie muszę wiele pisać... BioWare są jedną z genialniejszych ekip i nie mogą sobie pozwolić na szarpidructwo. Muzyka ma klimat, idealnie odpowiada wydarzeniom, otoczeniu, postaciom... ach, mogę słuchać godzinami, szczególnie piosenki z napisów końcowych! ;)
  6. Dubbing - choć mam troszkę zastrzeżeń (Shepard w obu płciach brzmi strasznie, hm, pusto :<), to mimo wszystko jest zrobiony na wysokim poziomie. Aktorzy dobrani wręcz idealnie do postaci, postarano się o modyfikacje wokalne poszczególnych ras, nawet nie widać szczególnej różnicy przy ruchu warg a polskich słowach :P Mimo wszystko fajnie, że można też zagrać w oryginalnej wersji językowej z napisami polskimi :)
  7. Grafika - pamiętam czas, kiedy Mass Effect był na językach niemal wszystkich, nawet nie tylko graczy. Jak głośno było o przełomie w świecie gier - mimika dopasowana do indywidualnych sytuacji? Zachowania i interakcje postaci? Efekty podczas starć, wypasione filmiki ? Taaaaa, to były czasy, kiedy ME do mnie nie przemawiało :D W końcu musiało, a jednym z powodów była właśnie rewelacyjna, pionierska grafika. No i ten efekt ziarna... :3
  8. Interfejs - niby mamy do czynienia z grą RPG, niby Akcji, a mimo to interfejs jest tak idealnie dopasowany, że niczego nie utrudnia a tylko ułatwia! Używanie umiejętności jest szybkie i przystępne, zmiana broni ekspresowa, a używanie mediżelu czy granatów wygodne. Podobnie ma się interfejs ekwipunku i panel postaci. Ładnie, wygodnie i radośnie :D
  9. Obce rasy - turianie, asari, salarianie, quarianie, kroganie, hanarzy, elkorowie, volusowie, nawet po troszku proteanie i w końcu Żniwiarze. Dostajemy naprawdę porządnie skonstruowany zasób ras obcych, bogaty w charakterystyczne i zróżnicowane cechy, historię, kulturę, światopogląd itp. Perfekcyjnie dopracowane szczegóły pozwalają na puszczenie wodzy wyobraźni i marzenie o takiej przyszłości... choć patrząc na fabułę, może nie do końca aż takiej ^^"
  10. Turianie - no właśnie, turianie!!! <3
  11. Źli i jeszcze gorsi - tak, tak, znacie moje zamiłowanie do badassów ^^" Lubię takimi grać, a jak jeszcze tytuł posiada na stanie swoich własnych wyczepistych bandziorów, to tym lepiej xD Mass Effect oferuje nam aż dwójkę ludobójców - turianina Sarena (<3), dotknięte indoktrynacją Widmo oraz (jak się okazuje) Żniwiarza zwanego Suwerenem, uważanego za zwykły statek kosmiczny. Więcej chyba nie muszę wyjaśniać ;)
  12.  NPC - BioWare wraz z Karpyshyn'em stworzyło pełen wachlarz zróżnicowanych postaci niezależnych, jak choćby fantastyczny Anderson czy tragiczne (w moim przypadku) reporterki. Należałoby także dodać tutaj wszystkie postacie zlecające misje, występujące w nich czynnie i biernie, po prostu pomagające w nadawaniu życia i realizmu tej grze. Świetna robota!
  13. Drużyna - jest niemałym atutem i - jak dla mnie - podstawą udanego erpega. Nie zawiodłam się obserwując, jak bardzo postacie mogą nawiązywać ze sobą wzajemne kontakty i działać w służbie Przymierza ;) Joker, chociaż nie należy do mobilnych członków załogi jest fantastycznym, sympatycznym i pełnym pozytywnej energii osobnikiem, który pomimo ciężkiej choroby daje czasu lepiej niż Shepard :P
  14. Lokacje - duża ilość zróżnicowanych lokacji plusuje, szczególnie że są wykonane szczegółowo i starannie. Oczywiście, że zdarzają się powtórki przy pomniejszych misjach, ale takie zabiegi są popularne nawet w najnowszych projektach. Tak czy inaczej, mnie one nie przeszkadzają, a wprowadzają ogrom bogactwa do uniwersum Mass Effect.
  15. Przemieszczanie się -  podróże w przestrzeni oraz eksplorowanie planet zostało przedstawione w wygodny i rewelacyjny sposób. Przemieszczanie się do poszczególnych układów oddaje ogrom wszechświata (a to tylko kawałek), natomiast przemierzanie planet w pojeździe MAKO dodaje sporego smaczku, szczególnie odnajdywanie wraków, stacji badawczych czy zasobów naturalnych.
  16. Normandia - czy naprawdę muszę pisać, jak wspaniałym statkiem jest SSV Normandia..? Obawiam się, że niekoniecznie... :P
  17. Misje - oczywiście gdzie są punkty doświadczenia, muszą być i zróżnicowane misje. Pozyskiwanie zasobów, zdobywanie informacji, podchody, zwykłe zabójstwa, tropienie zbirów... jest co robić :)
  18. Zakończenie - epicka batalia finałowa, epickie starcie z Sarenem, epicka muzyka, epickie decyzje podejmowane po całym tym zamieszaniu... zakończenie jest po prostu... EPICKIE! Zawsze mam dreszcze i czuję ciepło w środku, kiedy je oglądam ^^

środa, 13 maja 2015

Saints Row IV


        Dawno się tak nie ubawiłam, jak podczas grania w Saints Row IV xD Masakra z Prototype ustępuje pola temu tytułowi, a zawarte w nim parodie naprawdę wielu gier (w tym mojego ulubionego Mass Effect) tworzą niebanalny, porywający klimat uniwersum w którym... robisz co chcesz: skaczesz na sto metrów, szybujesz nad miastem niczym batman, czy wbijasz wrogów w ziemie atakami z powietrza godnymi supermana  :D

PLUSY:
  1. Customizacja - tworząc postać mamy pełne, szczegółowe pole do popisu: budowa, rysy twarzy, fryzury, makijaże a nawet gesty i charakter! Nie ma miejsca na powagę :D
  2. Grafika - choć na początku wydawała mi się nieszczególna, tak motywy w grze mocno mnie do niej przekonały ;) Gesty, mimika, odwzorowanie zachowań wypadają całkiem nieźle.
  3. Muzyka - hiphop i rap to nie jest coś, czego chciałabym słuchać, ale przynajmniej można wybrać jeszcze dubstep i hardstyle, całkiem miłe dla mego ucha kawałki. Duży plus za klasykę rocka :D
  4. Humor i parodia - ta gra to jedno wielkie wyśmianie wszystkiego, co się da wyśmiać. A tym bardziej tego, czego się wyśmiać nie da. Nie powinno się dać... fuck that anyway. Niby banał, ale należy zaznaczyć, że w niepowtarzalnym stylu ;)
  5. Zryty beret - bytowanie w symulacji potrafi rozstroić czapę xD Po długiej przerwie weszłam i wyjść już nie chciałam xD Klimat gry, to co się w niej dzieje i przygody naszego Superprezydenta rozładują wszelkie napięcia i poprawią absolutnie każdy nastrój - nawet z dobrego na lepszy ;)
  6. Róbta co chceta - chcesz potłuc się o samochody w trybie manekina (kocham tooooo~!)? Załatwione! Rozwałka w mechu siejącym zniszczenie? Proszę bardzo! Zasysanie wszystkiego co możliwe w czarna dziurę? Powiedz tylko kiedy! Poza misjami fabularnymi praktycznie w świecie symulacji nie istnieją żadne reguły. To Ty jesteś podstawową zasadą! I jedyną.
  7. Znajdźki - jedyny ich minus to taki, że gra podpowiada ich lokalizację, przez co zdobycie aczika jest szalenie łatwe :< Poza tym jest ich tyle i na tyle są przydatne, że warto się na nie połasić :P
  8. Customizacja C.D. - a czy wspomniałam, że wszelakie pojazdy (latające, jedno i dwuśladowe oraz wozy bojowe), bronie i łaszki są w pełni modyfikowalne? Nie? To teraz wspominam :3
  9. Wyzwania - lekkie, przyjemne i zapewniają masę zabawy :3 Tryb manekina, różnego rodzaju czasówki, demolki, MMA, skoki, loty... czego chcieć więcej? :D
  10. Misje - w pełni zróżnicowane, okraszone sporą dawką humoru, lojalnościowe i fabularne oraz poboczne itp. Nie ma nudy!
MINUSY:
  1.  Klimat... - nagość kobieca, dziwki, striptizerki, gołe baby, burdele, sugestie i podteksty erotyczne (nie znam hardkorowej nazwy określającej to, co tam znajdujemy) w ilości nadmiernej, niestety... na szczęście w wielu przypadkach mogłam takie panienki potraktować miotaczem czarnych dziur (niektórzy najwyraźniej maja większe...), a pewne okolice nie były aż tak napchane tą wszelką zbędną tandetą. No nic, parodia skierowana głównie na samcze towarzystwo, ale grać mi się grało przyjemnie nawet ^^"

poniedziałek, 28 lipca 2014

Serious Sam II - oceny

     Na tej serii właściwie się wychowałam, choć ten tytuł nie zalicza się do moich sentymentalnych ulubionych pozycji. Jednakże, Serious Sam Stone daje ostro czadu :) Yeah, f*ck te gay prince Duke Nukem xDDD Serious Sam Forever!

PLUSY:
  1. Grafika - niesamowicie klimatyczny wizualny odskok od poprzednich części gry odświeża serię i pokazuje, że bajkowy klimat służy nie tylko dzieciom.. ;)
  2. Humor - cała seria z niego słynie, dlatego jak mogłoby zabraknąć sporej dawki i w tej części? :D Uwielbiam gry na luzie xD
  3. Interakcja - nowość w serii, można teraz unosić, przestawiać i rzucać przedmiotami :D Niby głupota, a jednak cieszy (szczególnie podczas siłowania się z innym graczem albo przestawiania go przedmiotami) :P
  4. Pojazdy i wierzchowce - szybsze poruszanie się po mapie, potężniejsze uzbrojenie machin, urozmaicenie rozgrywki i fajna zabawa z innymi graczami ^^
  5. Lokacje - naprawdę świetnie obmyślone, niebanalne i z pomysłem :) Tego oczekiwałam od Croteam i ich inwencji twórczej :D
  6. Ciąg serii - dla mnie jest dużym plusem spotkanie wrogów czy postaci z poprzednich odsłon nieważne w jakim gatunku gry. No i SS II daje pod tym względem radę (choć wiele zmian wprowadzonych do modeli znanych i rozpoznawanych przeciwników mogli sobie darować...).
  7. Rozpiernicz - taaaaaak, stara, dobra nawalanka :3
  8. Muzyczka - czasem zdarzy mi się jeszcze zanucić poszczególne motywy xD
  9. Bossowie - jeśli wydaje Ci się, że samą bronią zdziałasz wszystko, to możesz pakować manatki i wracać do innej gry. Na bossach jednak trzeba ruszyć głową i niejednokrotnie poszczycić się zręcznością :)
MINUSY:
  1.  Multiplayer - pomimo wielu zalet, opcji i udogodnień wciąż pojawiały się błędy, np. jeden wierzchowiec na kilku graczy. No i grając postacią kobiecą wciąż miałam głos Sam'a - ok, jak obrywała to jednak sapała po babsku >.<
  2. Przynudza - czasem misje tak mi się dłużyły a przeciwnicy byli tak upierdliwi, że nerw brał...







niedziela, 13 kwietnia 2014

Warhammer 40 000: Space Marine - oceny

     Jeden z najlepszych slasherów w jakie dane mi było zagrać ^.^ Mocno wciągająca, utrzymująca klimat uniwersum Warhammer'a produkcja dla chcących się odstresować - i nie tylko!

PLUSY:
  1. Dynamika - akcja gry toczy się szybko, aczkolwiek gracz nie ma szans na pogubienie się w rozgrywce. Atut, który każdy szanujący się siekacz powinien posiadać.
  2. Efektywne starcia - paczki kombosów, krew tryska na prawo i lewo oraz zawrotna prędkość to coś, co slaszerki (takie jak ja xD) lubią najbardziej :D No i te bezkompromisowe ataki finalne... cud-miód-fistaszki!
  3. Grafika - w ogólnym rozrachunku jest naprawdę na wysokim poziomie. Lokacje, przeciwnicy, bohaterowie, sprzęt, pojazdy... naprawdę nie mam się do czego przyczepić tak na poważnie.
  4. Szczegóły - dla kogoś takiego jak ja, szczegóły w odniesieniu do głównego bohatera to sprawa wyjątkowej wagi ^.^" Dlatego tez zwróciłam uwagę na pieczęcie czy zabarwienia militarne przy zbroi, osnowa przy pasku itp.
  5. Bohater - taaaak, mam problemy z darzeniem sympatią narzuconego bohatera... Titus jednak zaskarbił sobie moją nie tyle sympatię, co wręcz przyjaźń (wariatka, przyjaźni się z fikcyjnymi bohaterami! - pffffff, i co z tego?). Postać o naprawdę przemawiającym do gracza charakterze, walczący z wątpliwościami i rygorystycznie restrykcyjnym kodeksem postępowania. Ultramarine podejrzewany o konszachty z Chaosem, kiedy tak naprawdę powinien zostać okrzyknięty bohaterem. Polubiłam gościa ^.^
  6. Arsenał -  dla każdego coś fajnego. Od pistoletów po karabiny snajperskie, miecze łańcuchowe czy młoty dwuręczne, a każdy z nich posiada unikalne efekty combo w walce. Mrrrrrrrrr, młot dwuręczny i plecak odrzutowy.... gimme warhammer!
  7. Fabuła - nie tylko mnie przyciągnęła, ale i wciągnęła, a to warta odnotowania informacja. Śledziłam ją pilnie jak kujon na lekcji matematyki, a zakończenie wywołało we mnie tak głęboki smutek, że... no jak oni mogli mu to zrobić?! :<
  8. Różnorodność misji - w sumie idź i zabij, bo jakby ktoś nie wiedział, na tym polegają właśnie slashery, ale w jakim wykonaniu! Starcia z bossami, hordy wrogów do wyeliminowania a każdy z nich podatny na inną broń, walki pośród chmur...
MINUSY:
  1.  Brak rozwoju postaci - w trybie dla jednego gracza w ogóle nie można rozwijać postaci :( A gra tylko by zyskała, gdyby można było tak trochę po erpegowsku potraktować bohatera... rozdać statystyki albo ulepszać punktowo umiejętności w posługiwaniu się bronią.
  2. Kontynuacja - ta gra wręcz błaga o kontynuację, ale niestety... nie ma szans, aby jakakolwiek się pojawiła... a przecież THQ było tak genialną firmą...






Raptr Gamercard

wtorek, 1 kwietnia 2014

O zgrozo...

     Po dłuższym namyśle dochodzę do wniosku, że tytuły cywilnych notek są coraz gorsze xD Ale może to dlatego, że zgodnie z postanowieniem, cywilaki (te nie o grach wyłącznie) biorą tytuł z pierwszej myśli nachodzącej przy ich tworzeniu xD Albo to kwestia zielonej herbaty z jaśminową nutą (serio, czego to oni nie wymyślą... nie wyobrażam sobie herbaty z mojej crassuli czy grubosza o.O Pffff, storczykowa herbata xD).
    Dobra, trochę poważniej. Zrobiłam w końcu shoutbox'a z prawdziwego zdarzenia ^^ A raczej wstawiłam, bo sama skryptów tworzyć nie potrafię... Tak czy inaczej, mam nadzieję, że ten box wypali i obędzie się od zarażonych nieuleczalnym kretynizmem trolli.. :) Tak czy owak, jak najbardziej możecie zostawić tu swój ślad.

     Eeeeeej, dziś jest Prima Aprilis, a nikt mi jeszcze kawału nie zrobił xD Godne odnotowania :P
Best face ever, Joker!!! Whatta..? xD

niedziela, 30 marca 2014

Prototype - oceny

     Kto by pomyślał, że ten tytuł wciągnie mnie na długie i pełne dynamicznej akcji 11 godzin?Nie miałam ochoty na zaprzestawanie rozgrywki, siedząc w pracy wciąż wracałam myślami do wydarzeń z Manhattanu... aż w końcu przeszłam grę xD

PLUSY:
  1. Fabuła - tak wielu ludzi narzeka, że jest skopana i bez sensu... ale to pewnie przez ich tępotę. Fabuła jest jak najbardziej wyraźna, trzeba tylko znać angielski i kierować się odrobiną logiki, by wychwycić najważniejsze wątki. Zaznaczyć muszę, że to jedna z niewielu gier, które na zakończenie wycisnęły ze mnie łzy..
  2. Sterowanie - ponoć lepiej grać na padzie. Bawiłam się przy klawiaturze i myszce i nawet bardzo wygodnie było sterować poczynaniami Alex'a ^^
  3. Bohater - Alex Mercer, broń stworzona do zabijania. Świetnie stworzona, żywa i charyzmatyczna postać pragnąca dojść do źródła informacji o przerażającym pochodzeniu wirusa zamieszkującego jego ciało. Z początku rozgrywki istota wręcz nieśmiertelna, z czasem jednak okazuje się, że ma swoje słabe punkty.
  4. Interakcja - mnogość interakcji z otoczeniem daje niesamowitą frajdę i robi wrażenie. Można kraść czołgi i helikoptery, rzucać samochodami, chwytać ludzi, szybować, wspinać się po obiektach itp itd.
  5. Wpływ na wygląd - w zależności od preferencji gracza, można zakradać się do baz wojskowych podszywając się za zamordowanego żołnierza (przejmowanie wyglądu jest genialne!) bądź ze szponami na wierzchu zrobić w niej bezmyślną rzeź. 
  6. Inteligentny świat - kręcąc się po mieście z potężnym ostrzem zamiast ręki czy rozpychając patrolujących żołnierzy na pewno ściągniemy na siebie uwagę otoczenia. Zawsze można je oszukać, uciekając daleko od miejsca zdarzenia i pochłaniając wygląd innego człowieka.
  7. Arsenał nie z tej ziemi - nasz bohater z czasem nabiera nowych mutacji części ciała dających mu w posiadanie zabójczy oręż - szpony, potężne ostrze, zbroję czy kamienne pięści. Tego jest naprawdę sporo :D
  8. Misje poboczne - przyznam, że nie chciało mi się ich wykonywać, ale kilka z ciekawości zrobiłam xD Większość to jednak wyzwania, niewiele tam misji z prawdziwego zdarzenia, ale mimo wszystko można zarobić punkty ewolucji, co znacznie ułatwia późniejszą rozgrywkę.
  9. Różnorodność misji - przynieś, wynieś, pozamiataj? Też jest, ale gdzieś tam wśród kradzieży machin, podszywania się za szefów organizacji, badania tkanek mutantów, sabotowania, śledzenia... i tak dalej :D
  10. Modyfikacje umiejętności - delikatny, erpegowy akcent, ale jak najbardziej na plus ^^ Można swobodnie ulepszać ulubione umiejętności i bronie w grze, co znajduje odwzorowanie w świecie gry (faktycznie ulepszenia coś dają).
MINUSY:
  1.  Jeden jedyny minus... brak multiplayer'a :<









czwartek, 13 czerwca 2013

Legendarny Skyrim

     Cóż, nic dziwnego w fakcie, że gracz płci żeńskiej zakupił sobie legendarną edycję tegoż bajecznego tytułu. Za to ten żeński gracz nie lada się zdziwił, kiedy to świeża kopia gry zawitała w jej domu dzień przed polską premierą! xD A jeszcze bardziej mnie zdziwiło, że Steam nie pozwala na instalację tego cuda - powodów odrzucania procesu nie podaje, aczkolwiek zranili tym moje uczucia (nie pierwszy raz, Valve!). Zapewne kwestia jutrzejszej premiery ma duże znaczenie, ale i to nie zmienia faktu, że drobne info typu "ciesz się, że masz grę przed innymi, ale pograsz dopiero jutro ze wszystkimi!" xD uspokoiłoby mnie. Bo co do Steam'a to jestem bardzo niespokojna (cholerstwo usunęło mi save'y z chmury i straciłam świetne postacie w grach :<), miałam trochę kłopotów z działaniem gier - i zaznaczam, że NIE PIRACKICH. No, tyle w temacie najświeższego zasiedlacza mojej półki.

     Ogółem to męczę Mass Effect 3 jak się da i kiedy się da. Renegatką mam już ponad 4/5 sił zbrojnych przeciwko Żniwiarzom, a jakiś buc mi wciskał na Mieście Gier, że renegat to taki "o dupę roztrzaś" frajer co to nic nie potrafi :3 A tu proszę, moja idealistka była większa ofiarą od tej humorzastej xD

     Ok, pora położyć się w normalnych godzinach w końcu ^^"

Cya!

P.S. I pomyśleć, że uważałam Protean za łagodną i niegroźną rasę... Nic bardziej mylnego xD