piątek, 20 listopada 2015

The Incredible Adventures of van Helsing III

        Trudno napisać cokolwiek nowego i oryginalnego o grze, którą w pewnym sensie już się ograło - pomiędzy drugą a trzecią częścią nie ma prawie żadnej różnicy, pomijając kosmetykę i wątek fabularny. Niestety, jest to najsłabsza, robiona chyba na siłę część, niewiele wnosząca, trochę wyjaśniająca, aczkolwiek w ostateczności grywalna. Grając w zwieńczenie całkiem intrygującej trylogii nie mogę jednak powiedzieć żebym się nudziła, w końcu to jeden z moich ulubionych gatunków gier. Ponadto posiadanie całej trylogii skutkuje otrzymaniem darmowej kopii wersji "Final Cut" na Steamie ;)

PLUSY:
  1. Usprawnienia - w grafice polegające na lepszych jakościowo efektach przy równoczesnym niskim obciążeniu procesora. Usprawnienia w rozgrywce natomiast objawiają się w znacznej poprawie jakości gry - nie wiem jak to opisać, to się po prostu czuje, jak płynność czy gładkość xD Nie odczułam tez żadnych ścinek, spadków FPSów czy lagów, chociaż sporo o tym czytałam w necie.
  2. Muzyka - zawsze lubiłam ten steampunkowy klimat, a w szczególności pod postacią ponurych i tajemniczych melodii. Świetnie utrzymuje odpowiedni poziom rozrywki ^^
  3. Humor - wszystkie trzy części pod tym względem po prostu wymiatają xD Teksty bohaterów, nawiązania do popkultury, wydarzenia w grze... no wesoło jest, nie narzekam :D
  4. Misje NPC - zapoczątkowane w drugiej części, szczęśliwie kontynuowane. Niestety w trybie fabularnym (solo) można tylko kilka razy zlecić naszemu sztabowi zadania, ale za to zgarniamy całkiem niezłe przedmioty ;)
  5. Chimera - druga świetna naleciałość z poprzedniczki, pieszczoszek, którego możemy wysyłać na poszukiwanie złota i przedmiotów. Szkoda tylko, że już nie można jej wzywać do pomocy w trakcie własnych przygód - no, chyba że przez te trzy wieczory nie zauważyłam odpowiedniej opcji... xD
  6. Klasy postaci - wreszcie twórcy się postarali i zamiast bzdurnych płatnych DLC dorzucili kilka konkretnych klas postaci, w tym mojego nowego ulubieńca - inżyniera w egzoszkielecie czy tam zbroi hydraulicznej :D Świetnie wpasowują się w świat gry i jest w końcu w czym wybierać :)
  7. Nowe lokacje - niepowtarzalne i całkiem oryginalne patrząc na to uniwersum, zróżnicowane pod każdym względem. Podziemne krainy śmierci, domeny diabłów, bagniska, zdeformowane przez Inkaust tereny. Postarali się.
  8. Nowi przeciwnicy - twórcy naprawdę mieli fantazję, jeśli chodzi o oryginalność potworów z jakimi przychodzi nam się mierzyć w tym epizodzie xD Nie przypominam tez sobie, żebym je wcześniej widziała co jest jak najbardziej na plus.
  9. Historia Katheriny - wreszcie fabuła gry choć trochę rzuca światło na pochodzenie naszej widmowej towarzyszki, która niepewnie zaczyna dzielić się z nami swoimi wspomnieniami zza życia. A jak się okazuje, jest to naprawdę przykra historia...
  10. Tower defense - chociaż nie przepadam za tego typu bajerami, to w tej części misje tower defense są naprawdę przystępne i łatwe :) Nawet mnie przypadły do gustu, a nie traktowałam ich jako przykrą powinność xD
 MINUSY:
  1.  Rozruch gry - oczekując na uruchomienie się tak niewielkiej gry można spokojnie odwiedzić toaletę i przygotować przekąskę :/ Twórcy zostawili chyba miejsce na reklamy... Naprawdę, w porównaniu do długości gry 1/3 to ekrany ładowania i uruchomienie xD
  2. Polonizacja - po prostu porażka! Nazwy przedmiotów w ogóle nie przetłumaczone, narracja w formie napisów od drugiego aktu jest tylko po angielsku, brakujące czasem polskie znaki zastąpione interpunkcją... horror...
  3. Maksymalny poziom - tylko i wyłącznie trzydzieści poziomów możemy zdobyć w kampanii dla jednego gracza, nie wiem jak na multi i w scenariuszach :/ Spokojnie dałoby się dobić 45...
  4. Długość gry - można ja przejść w kilka godzin z palcem w nosie :/ Mnie zabrało to trzy krótkie wieczorne sesje...

niedziela, 1 listopada 2015

Mass Effect 3

        Ostatnia część świetnej trylogii sci-fi, nieco kontrowersyjna pod względem zakończeń, aczkolwiek dla mnie genialna. I wciąż zaskakująca. Kiedy zdałam sobie sprawę, że tylko kilka godzin dzieli mnie od zakończenia serii, zrobiło mi się przykro - serio! Trzy części wcielania się w komandora (tym razem płci męskiej) Sheparda odbiły się znacznie na mojej wyobraźni i dziwnej przypadłości przywiązywania się do fikcyjnych postaci xD Jakby nie było, spędziłam ponad dwadzieścia cztery godziny świetnej zabawy w samym singlu. Tym razem na multi nie zabawiłam długo.

PLUSY:
  1. Grafika - z części na część coraz lepsza. Chyba nie potrzeba pisać czegokolwiek więcej, prawda? :D
  2. Muzyka - chociaż Mass Effect 3 posiada sporo własnych ciekawych kawałków, to dodanie do nich nuty z poprzednich części wiąże trylogię w piękną, jednolitą całość przypominając heroiczne (i te mniej heroiczne) wydarzenia z poprzednich odsłon. Bosko :3
  3. Przydzielanie punktów umiejętności - bardzo mnie cieszy, że twórcy powrócili do przydziału umiejętności Sheparda bliższego pierwszej odsłonie gry. Jest nieco więcej możliwości podziału, aczkolwiek nadal są to typowo "pierwszoligowe" specjalności. Nie jest źle ^^
  4. Fabuła - niestety dotrwaliśmy do przykrego momentu, w którym Cykl dobiega końca i Żniwiarze robią to, co do nich należy... a my oczywiście staramy się im to uniemożliwić. Mówcie co chcecie, ale dla mnie jest to najbardziej epicka część trylogii.. po trzech częściach człowiek tak wczuwa się w klimat, że aż szkoda kończyć to wszystko i dokonywać jedynego słusznego wyboru.
  5. Myszkowe wybory - cieszy mnie fakt, że wybory dokonywane za pomocą klawiszy myszki zostały bez zmian, niestety zredukowane do minimum. Zawsze jest to jakieś konkretne urozmaicenie gry i zapowiada niestandardowy przebieg wydarzeń ^^
  6. Multiplayer - niesamowicie udany tryb kooperacji wmontowany w fabułę tak bardzo, że dzięki niemu możemy bez najmniejszych problemów podnieść poziom gotowości galaktycznej. Wiele osób narzekało na niego pod względem wpływu na rozgrywkę singleplayer, ale tak naprawdę na chwilę obecną nie ma on już tak ogromnego wpływu na wybór zakończenia (zagrałam może trzy misje, a i tak mogłam wybrać każdą z trzech ścieżek zakończenia). 
  7. Strefa wojny - świetny sposób na kontrolowanie dużej ilości zasobów wojennych zarówno z trybu single, jak i multiplayer. Ciekawie przedstawiona, dobrze poprowadzona statystyka pozwalająca na dotarcie do odpowiedniego, wybranego zakończenia gry.
  8. Koszmary - szczególnie przy ostatnim śnie Sheparda miałam dreszcze. Oczywiście każdy ma inną interpretację co one miały oznaczać, dla mnie były jednym... pokazaniem głównemu protagoniście, po co istnieje, dlaczego jeszcze żyje, co ma zrobić i kto za tę wielką sprawę oddał życie... i ta ostatnia scena, niczym rodzica z dzieckiem. Brrr :<
  9. EDI - jak na zbuntowaną SI przystało, wzięła sobie ciało i postanowiła poruszać się indywidualnie, na dwóch nogach... świetnie, bo jest naprawdę charyzmatyczną, zapadającą w pamięć postacią, za którą tęskniłabym po zakończeniu Mass Effect 2. No i ten wątek umożliwiający naszemu fantastycznemu Jokerowi na romans z inteligentną SI - a może jest to personifikacja jego ukochanej Normandii? Mniejsza o to, jest naprawdę uroczo ;)
  10.  Towarzystwo na przepustce - w końcu można spotkać ekipę Normandii na Cytadeli. W barze, przy ścianie płaczu, w dokach, gdziekolwiek. Trochę realizmu nie zaszkodzi, a milej jest ich spotkać poza dusznymi barierami statku :P Do tego sporo osób z "Cerberusa" przebywa na Cytadeli i tylko czeka, aby wielki komandor znów sobie o nich przypomniał xD
  11.  Romanse - możliwość kontynuacji związków z poprzedniej i jeszcze wcześniejszej części ma swój smaczek. Niestety lesbiaństwo rządzi grą (postać kobieca ma do wyboru tylko Garrusa albo Kaidana, tak to same baby), a gejostwo jest nikłe, stąd grając kobietą ma się marne pole do popisu (będąc przy tym kobieta graczem i brzydząc się lesbijkami). Romanse w końcu wyglądają ciekawie przez całą rozgrywkę, a nie na koniec, jak to miało miejsce w poprzednich odsłonach gry. Związek rozwija sie i ewoluuje, można by rzec ;)
  12. Proteanie - opisuje to tylko dlatego, że to DLC było kiedyś w pakiecie za piątaka xD Otóż w pewnej misji odkrywamy prawdopodobnie jedyną nieuszkodzona kapsułę z żywym proteaninem, ostatnią najbardziej rozwiniętą rasą poprzedniego cyklu. Naprawdę niesamowita istota nawykła do wojen, imperialistyczna i mająca problemy z przystosowaniem się do prymitywnych form życia i otoczenia. Javik, bo tak ma na imię proteanin, jest świetnym towarzyszem (bez możliwości romansowania) przedstawiającym co nieco wątków społecznych i historycznych z dni ostatniego cyklu. No i w końcu wiadomo jak wyglądali ^^
  13. Wspomnienia - w jednej z ostatnich misji głównych Shepard ma okazję wysłuchać wideodziennika dotyczącego swojego wskrzeszenia. Zapadła mi ta scena w pamięć nie tyle poprzez swoje korzenie sięgające poprzedniej odsłony, ale poprzez myśli i wątpliwości jakie napadają głównego bohatera, nadając mu rzeczywistości i charakteru. Super!
  14. Modyfikacja sprzętu - jak na ostatnią część przystało, otrzymaliśmy możliwość modyfikowania broni poprzez szereg odkrywanych i kupowanych w trakcie rozgrywki ulepszeń. Podobnie sprawa ma sie co do pancerzy - albo wybieramy jeden z gotowych kompletów, albo dobieramy tak jego elementy, aby jak najlepiej przysłużyły się nam w czasie walki.
  15. Epickość batalii - końcowe sceny szturmu na Żniwiarzy okupujących Ziemię, eskortowanie Tygla, odwracanie uwagi maszyn od uciekającej Normandii... cutscenki od BioWare są tak nasączone epickością, że można dostać do głowy. Kompletna i całkowita rewelacja nadająca smaku całej rozgrywce i najważniejszemu zakończeniu trylogii. Cudo!
  16. Zakończenie - ostatnim razem chciałam, aby Shepardówna przetrwała i wybrałam zniszczenie syntetyków. Teraz poświęciłam Sheparda dla dobra syntezy i jestem pod wrażeniem zakończenia. W pewnych momentach miałam ochotę dać upust emocjom i po prostu się rozpłakać, ale byłam twarda xD Kiedyś może zakończenia były niedopracowane, ale teraz są wspaniałe, pełne tego heroicznego ducha, który towarzyszy nam przez całą trylogię... miodzio... i R.I.P. Shepard... zdążyłam Cię zacząć uwielbiać...
MINUSY:
  1.  Brak polskiego dubbingu - przez dwie części nawykłam do polskich głosów, a tu nagle pośladki... wypięli się na nas i nie zrobią polskiego podkładu. Nie jestem zwolenniczka dubbingowanych gier, ale teraz jakoś tak mam niedostatek... :/
  2. DLC - kij z tym, że płatne, gorzej że mają spory wpływ na fabułę trylogii :< I nie, nie kosztują grosze... 
  3. Liniowość kampanii - w porównaniu do poprzednich części, które zachowywały pozór wolności wyboru misji pobocznych i głównych. W Mass Effect 3 bardzo razi to w oczy i przyjemność płynącą z gry.
  4. Ashley żal.pl - pierwszy (i ostatni) raz pozwoliłam Ashley Williams przetrwać Virmir... już więcej nie popełnię tego błędu >.< W trzeciej części zrobiono z niej silikonowego, pompowanego potwora, a jej charakter sam w sobie budził we mnie niechęć i nic tylko ja strofowałam i pouczałam... jak dobrze, że można ją odesłać do Hackett'a i mieć z głowy na Normandii xD Kaidan to jednak gość z klasą xD

wtorek, 27 października 2015

sobota, 24 października 2015

Mass Effect 2

        Druga część kultowej gry Mass Effect nijak nie odstępuje od poprzedniczki, ba!, wypada nawet dużo lepiej. I nie chodzi tu o samą grafikę czy ulepszone rozwiązania. Moim zdaniem wprowadza więcej akcji, kontynuując przy tym główny wątek, poszerzając uzyskane w poprzedniej części możliwości fabularne i kreując o wiele bardziej złożone interakcje. Innymi słowy: gwarancja dobrej zabawy :D Stwierdzam to po kilku przejściach ;)

PLUSY:
  1. Kontynuacja - jest po prostu mistrzowska, trzyma poziom z "jedynki", jest niezwykle oryginalna i wprowadza zupełnie nowe elementy do fabuły, chociaż nie odrywa się od niej pod żadnym względem. Bohater także może wyglądać identycznie jak na początku serii, aczkolwiek możliwa jest zmiana jego wyglądu. Poza tym bardzo gładko przechodzi się z pierwszej części gry do drugiej.
  2. Fabuła - śmierć protagonisty na początku gry..? Możliwe! Pomysł wskrzeszenia to po prostu rewelka, ogromne pole do popisu dla twórców (można sobie wiele w ten sposób tłumaczyć... ;)) i niebywała nowość w grach. Ponadto cała otoczka proludzkiej organizacji walczącej z pradawnym wrogiem, nowe ciekawostki ze świata i... coś niecoś o powstawaniu Żniwiarzy. Do tego ciągłe nawiązania do poprzedniej odsłony gry perfekcyjnie wiążące koniec z początkiem kolejnej. Ta gra dosłownie żyje życiem własnym, a my jesteśmy tylko jego uczestnikami. Dla mnie super :D
  3. Dubbing - dużo lepszy w porównaniu z poprzednia odsłoną, ale o to właśnie chodzi tworząc kolejne, lepsze gry :) Wreszcie Shepard brzmi, oddaje emocje i wyraża swoje postępowanie. Pozostali bohaterowie niezależni także nie zostali pominięci i słucha się ich z prawdziwą przyjemnością ^^
  4. Oprawa audiowizualna - nie będę sie nad nią rozwodzić, ale jest wspaniała :D
  5. Nowi towarzysze, starzy znajomi - Cerberus dostarcza nam nowych towarzyszy broni lojalnych swojej agencji, takich jak Jacoba czy Mirandę. Jakoś nie potrafiłam się do nich całkowicie przekonać, choć nie mogę powiedzieć, że ich nie polubiłam. Spośród nowych twarzy zwerbujemy także wyczepistego Mordina Solusa, kroganina Grunta, pieprzniętą Jack, hardkorowego Thane'a, matronę Samarę i Legiona, geta zwalczającego swych heretyckich pobratymców czczących Żniwiarzy. Uwielbiam tego gościa i jego ruchome płyty na głowie xD Wśród starych znajomych przyłączających się do ekipy znajdziemy tylko Garrusa (<3) i Tali, ale spotkać też możemy na swojej drodze Wrex'a, Kaidana/Ashley i Liarę. Szkoda, że nie ma ich w drużynie :< Musze przyznać, że istniejące między towarzyszami interakcje są na naprawdę wysokim poziomie :)
  6. System walki - uległ znacznej poprawie. Ukrywanie się za osłonami nabrało lepszego wyrazu, bronie wydają się bardziej, hm, nowoczesne, doszło wiele nowych technik i umiejętności walki. Można teraz przeskakiwać niskie bariery, sterować towarzyszami. Trochę realizmu nie zaszkodzi.
  7. Wybory - kontynuując wybory idealisty i renegata z "jedynki", wprowadzono świetną funkcję, a mianowicie w trakcie cutscenek może pojawić się ikona LPP i MPP, które kolejno oznaczają działanie egoistyczne i działanie prawe. Działania takie nie tyle powiększają daną ilość punktów reputacji, ale też wpływają na przebieg zdarzenia. Takie ingerencje powinny być w każdej grze RPG ^^
  8. Blizny - odbudowany Shepard nie do końca działa jak należy. Wybierając ścieżkę renegata możemy się spodziewać, że twarz protagonisty zajdzie siatką jarzących się czerwono blizn, a oczy zapłoną krwawo niczym u wrogiego cyborga. Osobiście bardzo podoba mi się ta drobna modyfikacja :3 Och, zapomniałabym dodać... grając idealistą nie uraczymy żadnych charyzmatycznych modyfikacji ;)
  9. Skanowanie planet - skanowanie nowo odkrytych planet daje nam możliwość zdobycia cennych surowców wykorzystywanych do ulepszania i modyfikowania ekwipunku oraz Normandii. Jest to dosyć żmudna robota, ale na pewno ciekawa i oryginalna ;) Ja tam nie narzekałam :D
  10. Modyfikacje pancerza -  w Mass Effect otrzymaliśmy tylko pełne komplety pancerza z możliwością ich ulepszania. W Mass Effect 2 otrzymaliśmy do dyspozycji zarówno pełne komplety zbroi, jak i poszczególne komponenty, które można dowolnie łączyć i pozyskiwać z każdego osobno unikalne bonusy. W dodatku można się bawić kolorami i materiałami z jakich wykonane są pancerze ;)
  11. Nowe rasy - w sumie nowe tylko w grze, fabularnie były już o nich wzmianki. Spośród wrogów mamy do czynienia z vorchami i zbieraczami, natomiast przyłącza się do nas drellski zabójca, Thane Krios. Zawsze jakieś urozmaicenie ^^
  12. EDI - Sztuczna Inteligencja zamontowana na Normandii przez Cerberusa. Świetna. Z poczuciem humoru. Żyjąca swoim własnym życiem i mająca do powiedzenia więcej, niż by ją pytano. Idealna towarzyszka dla Jokera, choć ten jeszcze o tym nie wie xD
  13. Normandia - po zniszczeniach dokonanych przez zbieraczy została odbudowana i ulepszona przez Cerberusa. Dużo bardziej mi się ona podoba w tej odsłonie, tym bardziej że jej rozmiar odpowiada teraz ilości pomieszczeń na pokładzie. Dostajemy w końcu choćby kajutę kapitańską, w  której modyfikujemy pancerz, zarządzamy drużyną i odczytujemy wiadomości. No, możemy tez podziwiać ryby w akwarium, jeśli je zakupimy i o nie odpowiednio zadbamy, a także posiadać kosmicznego chomika :D 
  14. Napaść Zbieraczy - ta jedna szczególna misja zapadła mi najbardziej w pamięć, ponieważ wcielamy się wtedy w naszego biednego kapitana z ciężkim przypadkiem zespołu Vrolika, który dzięki swojej determinacji i wsparciu EDI unika porwania przez zbieraczy ze pokładu Normandii. Świetna misja i świetna mina Jokera :P
  15. Misje lojalnościowe - jak to w erpegach bywa, każdy ma coś do zrobienia, a towarzysze to już w ogóle. A jak najlepiej zaskarbić sobie ich przyjaźń i lojalność? Robiąc dla nich questy! :D W drugiej części gry w końcu możemy dowiedzieć się czegoś więcej o naszych podopiecznych i to niekoniecznie czegoś dobrego. 
  16. Łzy - jak na tamten okres growy nie widziałam żadnej innej gry, w której postacie byłyby tak bardzo... emocjonalne. Podoba mi się to jak diabli! :D
  17. Zakończenia - różne w zależności od wyborów dokonanych w trakcie gry, chociaż pospolicie i ogólnikowo można je podzielić na dobre zakończenie i złe zakończenie. Dobre i złe wcale nie oznaczają, że nasz bohater musi być dobry lub zły. Ja bym to podzieliła na kiepskie zakończenie i doskonałe zakończenie.
MINUSY:
  1.  DLC - i niestety rozpoczęła się era płatnych DLC... wszystko byłoby w porządku, gdyby za kilka godzin rozrywki BioWare nie wymagał tak horrendalnych cen... i gdyby nie były to DLC z najciekawszymi smaczkami fabularnymi. Nieładnie, duży minus :<
  2. Rozwój - bardziej podobało mi się rozdzielanie punktów z pierwszej części, ale cóż, taka kosmetyka... no i mała ilość ścieżek rozwoju postaci :/

piątek, 23 października 2015

Mass Effect

        Mass Effect jest swojego rodzaju pionierem wśród erpegów studia BioWare - wprowadzono w nim niesamowitą ilość ulepszeń, zastosowano nowy silnik, a co najważniejsze - niczym przez przekaźnik masy skoczył poziom doświadczeń płynących z obcowania z grami. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz spojrzałam na nowe jeszcze w 2008 roku screeny i trailery, byłam wręcz nastawiona na kolejny kasowy tandetny hicior napakowany golizną, seksem, przemocą i wszędobylską sztampą. Jak dobrze, że przypadkiem dostałam w swoje łapy ME2, bo dzięki temu jestem aktualnie miłośniczką shepardowskiej trylogii ^^" Nie dość, że okazało się, iż wszystkiego (mimo wszystko) jest po trochu, to jeszcze twórcy wkomponowali to w idealną heroiczną (bądź renegacką) całość, która jest w stanie zaspokoić moje jakże wymagające gusta ;)

P.S. Bądźcie wyrozumiali czytając poniższy tekst - ciężko jest mi opisywać grę, której trylogię przemęczyłam już kilka sporych razy xD

PLUSY:
  1. Prolog - wstęp do gry jest istnym majstersztykiem! Gra zaczyna się nieomal od momentu jej uruchomienia, wprowadza gracza w klimat już od pierwszych sekund. Nie ukrywam, że jeszcze żaden wstępniak nie zrobił na mnie tak ogromnego wrażenia.
  2. Shepard - obawiałam się, że bohater będzie miał z góry narzuconą płeć, wygląd i charakter - ot, kolejny przesadzony amerykański superbohater. W takich sytuacjach uwielbiam się mylić ^^" Jak na tytuł RPG przystało, naszego bohatera możemy stworzyć w całości pod nasze gusta, zaczynając od wyglądu, przez pochodzenie, reputację czy klasę. Reszta oczywiście przychodzi z czasem, ale jak na początek to i tak dobrze. A o tym, jak potoczą się losy naszego komandora, napiszę nieco niżej.
  3. Ścieżka wyborów - w wielu grach spotykałam się z kwestią moralności wyborów dokonywanych podczas rozgrywki, ale niestety żadne z nich nie postawiły mnie na nogi tak jak w Mass Effect. Uwielbiam grać jako zła postać, ale niestety prawie zawsze ogranicza się to do roli złego przydupasa, którego nikt nie lubi, wszyscy zlewają i w sumie nikt się nim nie przejmuje. Tutaj sprawa wygląda inaczej. Przeżarty do szpiku kości "złem" Shepard budzi niemały szacunek, postrach, przeciwnicy liczą się z nim czy nawet poddają się bez słowa zlani zimnym potem. Reasumując: renegat sieje postrach i budzi respekt. Podobnie ma się ścieżka idealisty, chociaż nie jest już tak, hmmm, postrzegana przez galaktykę jak ta mroczna strona :P 
  4. Fabuła -  gdyby nie otoczka audiowizualna, żywe, barwne postacie i ogrom zawartości, gra i tak powalałaby na kolana samą fabułą. Mass Effect jest naprawdę potężnym tytułem sci-fi (no ok, ok... space opera, choć to określenie kojarzy mi się bardzo źle...), zasługującym na równie mistrzowskie kontynuacje - rozgrywka toczy się w dalekiej przyszłości, kiedy ludzkie kolonie rozwijają się w symbiozie z innymi rasami, aczkolwiek do pewnego czasu...brzmi banalnie, ale zapewniam, w Mass Effect nie uraczycie banału.
  5. Muzyka - chyba nie muszę wiele pisać... BioWare są jedną z genialniejszych ekip i nie mogą sobie pozwolić na szarpidructwo. Muzyka ma klimat, idealnie odpowiada wydarzeniom, otoczeniu, postaciom... ach, mogę słuchać godzinami, szczególnie piosenki z napisów końcowych! ;)
  6. Dubbing - choć mam troszkę zastrzeżeń (Shepard w obu płciach brzmi strasznie, hm, pusto :<), to mimo wszystko jest zrobiony na wysokim poziomie. Aktorzy dobrani wręcz idealnie do postaci, postarano się o modyfikacje wokalne poszczególnych ras, nawet nie widać szczególnej różnicy przy ruchu warg a polskich słowach :P Mimo wszystko fajnie, że można też zagrać w oryginalnej wersji językowej z napisami polskimi :)
  7. Grafika - pamiętam czas, kiedy Mass Effect był na językach niemal wszystkich, nawet nie tylko graczy. Jak głośno było o przełomie w świecie gier - mimika dopasowana do indywidualnych sytuacji? Zachowania i interakcje postaci? Efekty podczas starć, wypasione filmiki ? Taaaaa, to były czasy, kiedy ME do mnie nie przemawiało :D W końcu musiało, a jednym z powodów była właśnie rewelacyjna, pionierska grafika. No i ten efekt ziarna... :3
  8. Interfejs - niby mamy do czynienia z grą RPG, niby Akcji, a mimo to interfejs jest tak idealnie dopasowany, że niczego nie utrudnia a tylko ułatwia! Używanie umiejętności jest szybkie i przystępne, zmiana broni ekspresowa, a używanie mediżelu czy granatów wygodne. Podobnie ma się interfejs ekwipunku i panel postaci. Ładnie, wygodnie i radośnie :D
  9. Obce rasy - turianie, asari, salarianie, quarianie, kroganie, hanarzy, elkorowie, volusowie, nawet po troszku proteanie i w końcu Żniwiarze. Dostajemy naprawdę porządnie skonstruowany zasób ras obcych, bogaty w charakterystyczne i zróżnicowane cechy, historię, kulturę, światopogląd itp. Perfekcyjnie dopracowane szczegóły pozwalają na puszczenie wodzy wyobraźni i marzenie o takiej przyszłości... choć patrząc na fabułę, może nie do końca aż takiej ^^"
  10. Turianie - no właśnie, turianie!!! <3
  11. Źli i jeszcze gorsi - tak, tak, znacie moje zamiłowanie do badassów ^^" Lubię takimi grać, a jak jeszcze tytuł posiada na stanie swoich własnych wyczepistych bandziorów, to tym lepiej xD Mass Effect oferuje nam aż dwójkę ludobójców - turianina Sarena (<3), dotknięte indoktrynacją Widmo oraz (jak się okazuje) Żniwiarza zwanego Suwerenem, uważanego za zwykły statek kosmiczny. Więcej chyba nie muszę wyjaśniać ;)
  12.  NPC - BioWare wraz z Karpyshyn'em stworzyło pełen wachlarz zróżnicowanych postaci niezależnych, jak choćby fantastyczny Anderson czy tragiczne (w moim przypadku) reporterki. Należałoby także dodać tutaj wszystkie postacie zlecające misje, występujące w nich czynnie i biernie, po prostu pomagające w nadawaniu życia i realizmu tej grze. Świetna robota!
  13. Drużyna - jest niemałym atutem i - jak dla mnie - podstawą udanego erpega. Nie zawiodłam się obserwując, jak bardzo postacie mogą nawiązywać ze sobą wzajemne kontakty i działać w służbie Przymierza ;) Joker, chociaż nie należy do mobilnych członków załogi jest fantastycznym, sympatycznym i pełnym pozytywnej energii osobnikiem, który pomimo ciężkiej choroby daje czasu lepiej niż Shepard :P
  14. Lokacje - duża ilość zróżnicowanych lokacji plusuje, szczególnie że są wykonane szczegółowo i starannie. Oczywiście, że zdarzają się powtórki przy pomniejszych misjach, ale takie zabiegi są popularne nawet w najnowszych projektach. Tak czy inaczej, mnie one nie przeszkadzają, a wprowadzają ogrom bogactwa do uniwersum Mass Effect.
  15. Przemieszczanie się -  podróże w przestrzeni oraz eksplorowanie planet zostało przedstawione w wygodny i rewelacyjny sposób. Przemieszczanie się do poszczególnych układów oddaje ogrom wszechświata (a to tylko kawałek), natomiast przemierzanie planet w pojeździe MAKO dodaje sporego smaczku, szczególnie odnajdywanie wraków, stacji badawczych czy zasobów naturalnych.
  16. Normandia - czy naprawdę muszę pisać, jak wspaniałym statkiem jest SSV Normandia..? Obawiam się, że niekoniecznie... :P
  17. Misje - oczywiście gdzie są punkty doświadczenia, muszą być i zróżnicowane misje. Pozyskiwanie zasobów, zdobywanie informacji, podchody, zwykłe zabójstwa, tropienie zbirów... jest co robić :)
  18. Zakończenie - epicka batalia finałowa, epickie starcie z Sarenem, epicka muzyka, epickie decyzje podejmowane po całym tym zamieszaniu... zakończenie jest po prostu... EPICKIE! Zawsze mam dreszcze i czuję ciepło w środku, kiedy je oglądam ^^