wtorek, 10 marca 2015

Klan rośnie w siłę

        A miała być tylko jedna szczelinka... wyszły dwie godziny grania xD W klanie w Diablo III pojawiło się dwóch nowych graczy, których Nethey sprowadził z pracy :D Tylko dlaczego wciąż w jednej rozgrywce może brać udział TYLKO 4 graczy..???

poniedziałek, 9 marca 2015

Wydziergana... ^^"

        Czterdzieści minut i dzierg piękny :D Muszę przyznać, że proces tatuowania to dosyć specyficzne doświadczenie, którego nie przyrównałabym do miliarda igieł wbijanych gęsto w skórę, ale raczej do nacinania skóry - dosyć płytkiego - nożykiem do papieru i szarpania nim, szczególnie przy wypełnianiu ^^" W pewnym momencie tak mi się zimno zrobiło, że musiałam kontrolować drżenie, żeby nie wyjść na jakąś cykorzycę xD Na szczęście to normalna reakcja organizmu na silne uczucie bólu i nie mam co się martwić. Teraz tylko czekać, aż się wygoi i można żyć jak dawniej :P
Tak oto wyglądał efekt pracy tuż po "zabiegu".
        Nawet Nethey'owi się podoba :D A to dobrze ^^ Kto zgadnie, z czego to motyw? :D

Dzień Babów

        Jakoś rewelacyjnie nie szaleję za tym dniem, ale skoro już jest, to niech zostanie. Poza tym, wkurza mnie pierdylenie, że to wielce komunistyczne święto jest i trzeba je zlikwidować! Dla zainteresowanych: Dzień Kobiet powstał dla uczczenia ofiar pierwszych walk o wolność kobiet, dla pierwszych i jedynych prawdziwych feministek, które NIE UWAŻAŁY SIĘ za lepsze od mężczyzn, tylko chciały być podobnie jak oni sądzone i traktowane, mieć prawa i obowiązki jako obywatelki. Obecne feministki to rozdarte frajerki świecące cycami (och, wspaniałe uprzedmiotowienie samej siebie, gratulacje) w imieniu niczego. Ktoś je pięknie określił "babsztylami, których nikt nie chce". Bo w sumie ilu mężczyzn jest w stanie słuchać o sobie jak najgorszych epitetów przez okrągłą dobę? xD Tak, macie rację, obecne "feministki" bym na stosie paliła. Żywcem. Uprzednio nabijane na pal przez odbyt, żeby za fajnie nie było. Eeeeeeee...  o.O No i dlatego uważam, że Dzień Kobiet z komunizmem ma tyle wspólnego, co tulipan z ruskim czołgiem. Tyle w temacie.
        Z Perełką lepiej trochę, po tygodniowej kuracji antybiotykowej wrócił jej apetyt, pragnienie, towarzyskość, a i widzę, że chętnie wyszłaby z klatki i poszalała... ale nie potrafi. Chyba biedactwo ma coś z błędnikiem, bo jak za wysoko łebek podnosi, to traci równowagę :< A tak szalała po mieszkaniu, zanim zapadła na zdrowiu... dlaczego akurat to ją spotkało? Weterynarz nie była w stanie nam powiedzieć, a jedynie zdiagnozowała zapalenie ucha wewnętrznego... Naprawdę chciałabym, żeby jej się polepszyło, szkoda takiego maleństwa, które nikomu nic nie zrobiło... :( Ech...
        Tak już idąc tradycyjnie, czas na info z działu magistra. Do 13 marca ustaliłam sobie deadline, bo mam wtedy ostatnie spotkanie z promotorem i wypadało by mu na płycie już zostawić pracę do sprawdzenia. A został mi do napisania ostatni rozdział, ze 3-4 strony przedostatniego, wstęp, zakończenie i bibliografia. I koniec. A im bliżej końca, tym bardziej mnie rwie we wszystkim, tak mi się już nie chce...
        A co do rwania... jutro, w sumie już dziś, idę się dziergać. Ponoć boli jak cholera, ale ponoć krowy dają mleko truskawkowe, jak się najedzą truskawek. A jeżeli rzeczywiście jest to uczucie wbijania setek igieł gęsto i często w jedno miejsce, to chyba mi się spodoba. Lubię zastrzyki. Na szczepienia czekałam z utęsknieniem i teraz żałuję, że starym się szczepień nie robi, bo w sumie i po co? Tak czy owak, wzór mam wybrany, czarny z elementem czerwieni, i zobaczymy. Jak nikt go nie zauważy przez około trzy miesiące, to znaczy że miejsce pasuje idealnie. Dla dociekliwych: nie, nie robię popisowego tatuażu, a raczej taki dla siebie i spostrzegawczych. Poza tym, chciałam coś, co mogłoby symbolizować pewne wartości w życiu i jedna gra mnie zainspirowała..
        Wracam do mordowania pracy, bo czas się kończy..

P.S. Marek, nie daj się! Ty zdasz dwunastego, a ja następnego dnia oddam napisaną pełna pracę xD

czwartek, 5 marca 2015

"Dlaczego nie umiem rysować komiksów..?"

        Za dwudziestym razem - zadając sobie to pytanie - można się wkurzyć >.< Tyle sytuacji idealnych wręcz do przeniesienia na kratki komiksu, a ja co? Od lat pśińco! Ostatni raz narysowałam komiks w technikum, czyli ponad pięć lat temu... miałam nawet swoje specyficzne stworzonka, które nazwałam impami. W sumie to ich korzenie sięgają pierwszej klasy gimnazjum i rysunkowego infantylnego żartu, polegającego na wprowadzenie odbiorcy w błąd: To penis? No co ty, owca! (Jak ktoś nie zna, to uświadomię rysunkowo xD) No i z owiec zrobiły się impy. Wojowały ze sobą, zakochiwały się, umierały (często dość głupawo ku uciesze czytelników), bawiły się, pomagały mi w lekcjach (nauczyciele lubili impy tematyczne, zwłaszcza wychowawca :D) i takie tam... A tu wrzucę ostatni rysunek z impami, proszę xD

        Rysowane na religii :) Z księdzem mieliśmy umowę, że on udaje, iż nie ma mnie na lekcji, a ja udaję, że nie ma mnie na lekcji (i nie przeszkadzam) xD Nie potrafił mi przegadać (a że idiota z niego był i niedouczony jednocześnie, to już w ogóle..), podobnie jak sporej części klasy, aczkolwiek ja byłam przypadkiem dosyć... zdeprawowanym religijnie, hehe xD Wracając do rysunku, widać tu mojego pupila, Bezimiennego (przypakowany jak sto diabłów, dosłownie, nawet sześć rąk ma! :P) w starciu z Wojaśkiem :D Biedaczek nigdy nie dostał własnego komiksu :< Wojaś, znaczy się :D Tak czy owak, jak bym nie przestała rysować, kto wie jakie cuda bym teraz odstawiała ^^" Prawie sześć lat i ołówek służył tylko do podkreślania notatek... żenada.. profanacja świętego narzędzia..
        Myślę, że spróbuję wrócić do tych stworzonek. W końcu nauka się skończyła, teraz tylko praca i życie, to czemu nie? Tylko skanera nie mam >.< 

        Mniejsza o, napiszcie co o tym sądzicie i czy mielibyście ochotę (przeca ja nikogo zmuszać do czytania nie zamierzam, bóg broń! xD) się z nimi zapoznać ;)

        Na koniec takie jeszcze moje znalezione na komputorze xD
Kiedyś nazywano mnie Elvalantanalasą... ale zabili ją jej przyjaciele. Za to Kattowitz zabił/a tamtych, co byli przyjaciółmi i tak już został/a.

wtorek, 3 marca 2015

W marcu jak w garncu... dosłownie!

        Marzec rozpoczął się pod bardzo czarnym, negatywnym znakiem... choć w sumie uwielbiam czerń, to nie jest to ten odcień w życiu, który chciałabym widzieć... zaczęło się nieprzyjemnie, bo już pierwszego dnia straciłam zaufanie do "teściowej", którą jak dotąd (bite 5 lat, bo pierwszy rok nie był za dobry) uważałam za kobietę bardzo wyrozumiałą. Co jak co, ale cholernie nietaktownym jest wjazd komuś na nazwisko. W sumie co do licha ma nazwisko do charakteru? o.O To była najdurniejsza rzecz, jaką przez te koszmarne pół godziny usłyszałam... Ale z drugiej strony, kto wpadł na głupi pomysł, aby w niedzielę wybrać się do rodziny Nethey'a? No kto?! Idiotka! Nethey też sprawił mi ogromny zawód, ale mniejsza z tym, nie ma co się rozpisywać... A w sumie dlaczego nie?! To MÓJ blog i MOJE, kurna, życie. Będę pisać co mi się żywnie podoba! A to co mi się nie podoba tym bardziej!!! No i tak oto od niedzieli mam humor do bani. To jest jeden z powodów Czarnego Marca.
        Kolejna sprawa to poniedziałkowe choróbsko, które naparło na mnie kolejną, cięższą falą artyleryjską. Tydzień temu na jeden dzień miałam kompletny paraliż - ruszenie się z łóżka skutkowało natychmiastowym osłabieniem i padaniem tam, gdzie aktualnie stałam. Na drugi dzień było o niebo lepiej, energia wróciła itepe. Od poniedziałku mam bóle całego ciała - mięśni, skóry, kości, koszmarny ból gardła, który stopniowo odpuszcza, kłopoty z koncentracją, gorączkę. Jakiekolwiek wędrówki - a jestem zmuszona - są nie wskazane. A codzienna jazda do weterynarza i jutrzejsza uczelnia absolutnie na to nie pozwalają.. do tego magister, ale o tym niżej. Brak apetytu i kuracja Cholinex-Theraflu przynoszą efekty, ale to za mało :< Oto drugi powód tandetnego humoru i nazwania marca Czarnym...
        Magister. Sprawa nadrzędna, pierwszorzędna, priorytetowa, spędzająca sen z powiek, bo dawno powinna była się zakończyć. Ale nieeeee, tu choróbsko, tu egzamin, tu weekend, tu cośtam. Ale dziś skończyłam trzeci rozdział, zostały dwa i... stoję w miejscu. Brakuje ośmiu książek, a wypożyczalnia na GWSH zamknięta do piątku. Czytelnia natomiast otwarta jest dopiero jutro, w godzinach południowych, więc muszę taka zdechła tłuc się busem... gdyby jeszcze tramwaj tam jeździł, ale on dojeżdża tylko do połowy >.< Oczywiście ciemna blondynka (bardziej wpadam w jasny brąz, ale kij z tym) nie wpadła na to, że podczas ferii biblioteka w tygodniu jest nieczynna. A w Śląskiej jest tyyyyyle książek, ale z mojej tematyki - to po prostu śmiech na sali, albo korzystanie z czytelni, której tam wprost nienawidzę :/ Już wolę to durne GWSH... trzeci powód, robi się coraz ciekawiej >.<
        Tydzień pod znakiem weterynarza. Mała słodziaśna Czarna Perła (przyjęte: Perełka) ma zapalenie ucha wewnętrznego i od piątku dostaje antybiotyk w postaci zastrzyków podskórnie. No i jeździmy tak z Nethey'em. W sumie zostawiliśmy już tam trzykrotną wartość pieniężną samej świnki, ale widzę pozytywne efekty i naprawdę wisi mi, ile wydaliśmy. Kocham tego zwierzaczka i nie wyobrażam sobie, żeby wywalić ją na zbity pyszczek albo oddać... albo uśpić... tylko dlatego, że jest chora :< Moja cut-miut (pisownia celowa) "bratowa" tak robiła z tymi paskudnymi yorkami - sikał po domu, gryzł meble, rozchorował się - oddać albo wywalić. Generalnie nie cierpię tych psów, ale to jest zwierzę, nie zabawka! Kupiłeś/dostałeś - szanuj i kochaj. Ja nie chcę yorka i wszyscy wokół o tym wiedzą, ale pewnie jak bym jako szczeniaczka małego dostała, to oddałabym nim by się do mnie przywiązał. Takie stworzenia nie wchodzą w grę u mnie - pies to doberman, owczarek, rottweiler. A york albo shih tzu? Nie rozśmieszajcie mnie... czwarty powód Czarnego Marca, robi się już tłok!
       
        A tak ogólnie... nie, życie mam całkiem spoko. Tylko naprawdę za dużo ch*jowych ludzi w nim spotkałam. Mam tylko chłopaka i kilkoro znajomych, z którymi się dogaduję. I wiecie co? Do jasnej anieli, odpowiada mi taki stan! Ale jakby taka mała bombka pierdylnęła w Ziemię, to... ;)